6. "KAROL" WCHODZI DO GRY

To jedna z bardziej tajemniczych postaci w całej historii powojennej Polski. Gdyby nie jego działalność, wyjątkowo odrażająca, która w konsekwencji przyczyniła się do zgładzenia dziesiątków ludzi i poddania represjom kolejnych kilkuset – można by stwierdzić, że to postać fascynująca. W życiorysie Strużyńskiego (vel Mariana Reniaka) jest tyle tajemniczych wątków, niedopowiedzeń, poplątanych tropów i ścieżek wiodących donikąd, że praca nad jego biografią (jeżeli ktoś się o nią pokusi) będzie zadaniem tytanicznym. W swoim, pisanym na potrzeby resortowe życiorysie pisał, że w AK służył od wiosny 1944 r. – najpierw w oddziale „Bicz" zgrupowania AK „Żelbet", a następnie w Samodzielnym Batalionie Partyzanckim „Skała".

Swoją działalność partyzancką kończył u progu 1945 r., mając w dorobku brązowy Krzyż Zasługi i Krzyż Walecznych. Następnie wstąpił w szeregi Zrzeszenia WiN, biorąc aktywny udział jako łącznik i kolporter w działalności Okręgu Krakowskiego oraz Rady WiN Olkusz. Równolegle rozpoczyna studia w Akademii Handlowej w Krakowie, co nie przeszkadza mu brać udziału także w akcjach dywersyjnych. Nierozpracowany przez resort bezpieczeństwa doczekuje amnestii 1947 r., z której postanawiał skorzystać. 28 czerwca 1947 r. został zwerbowany przez Wydział III WUBP w Krakowie. W raporcie z tego wydarzenia czytamy: „na werbunek zgodził się chętnie, w czasie rozmowy z nami przyznał się, że przedtem już nieoficjalnie współpracował z MO mjr. Dominikiem. Ogólne wrażenie zrobił szczerego i mającego szczere chęci współpracy z nami". Swą współpracę z UB zaczął od „wsypania” znanych sobie olkuskich WiN-owców, skutkiem czego ta organizacja przestała istnieć. Ustalono, że w 1947 r. dokonał kilku napadów rabunkowych w Krakowie i Bytomiu, co spowodowało, że przez kilkanaście miesięcy był wyeliminowany z sieci agentury krakowskiego WUBP i przez pewien czas poddany obserwacji psychiatrycznej w szpitalu w Kobierzynie, jednak dzięki ujawnieniu prokuratorowi jego związków z Urzędem Bezpieczeństwa uniknął odpowiedzialności karnej. Jako „porucznik Henryk” (fikcyjny członek sztabu Okręgu III ROAK) przeniknął w szeregi i doprowadził w konsekwencji do zniszczenia oddziału „Wiarusów”, który kontynuował działalność zgrupowania mjr. Józefa Kurasia „Ognia”. Dwóch „Wiarusów” zostało wciągniętych w pułapkę do siedziby krakowskiego WUBP i zastrzelonych w walce, gdy zorientowali się w sytuacji, a ich dowódca, Stanisław Ludzia ps. „Harnaś” został ranny i ujęty. Skutkiem rozpracowania tego oddziału były cztery wyroki śmierci i aresztowanie 125 współpracowników. W 1949 r. w Bukowinie Strużyński rozpracował i doprowadził do likwidacji lokalną organizację antykomunistyczną „Samoobrona Chłopska”, do której dotarł za pośrednictwem „Wiarusów”. W lutym 1950 r., wykorzystując agenta ps. „Jurek” oraz kapturowo (tzn. nie ujawniając przed nim faktycznego celu operacji) Zygmunta Kąckiego – dawnego żołnierza „Salwy” - wprowadzono w środowisko grupy Miki Strużyńskiego, który występując w roli porucznika nielegalnej organizacji nawiązał kontakt z Fryderykiem Satołą ps. „Jastrzyk” i Janem Ujejskim ps. „Dąbek”. Poprzez nich „Karol” (ubecki pseudonim Strużyńskiego w tej grze operacyjnej) usiłował skontaktować się z „Leszkiem” jednak bezskutecznie, gdyż doprowadzenie do spotkania utrudniał Ujejski. Wobec powyższego 1 marca 1950 r. został tajnie aresztowany w Krakowie, a w "świat” puszczono informację, że wyjechał na Zachód. Dla lepszego kamuflażu w siedzibie UB spreparowano zdjęcia Ujejskiego w angielskim mundurze, rzekomo wykonane w Londynie i dostarczono je kanałami konspiracyjnymi w otoczenie rodziny i przyjaciół. Także Satoła nie kwapił się do umożliwienia kontaktu agenta z Miką i Mrozem. Może konspiracyjne doświadczenie podpowiadało mu zasadzkę? Zatem również i jego aresztowano (3 maja) pod sfabrykowanymi zarzutami natury kryminalnej i odizolowano ściśle od kontaktów ze światem zewnętrznym, łącznie z rodziną.

Strużyński miał więc „wyczyszczone” przedpole. Często pokazywał się w okolicach znanych z pobytu Miki i jego podkomendnych, licząc, że skusi kogoś jego wersja o reprezentowaniu „prężnego” ośrodka konspiracyjnego z szerokimi kontaktami na Zachodzie. Nie przeliczył się, 27 sierpnia Mika sam polecił Zygmuntowi Kąckiemu nawiązanie kontaktu z „organizacją”. Jak to się stało? UB wprowadziło do akcji kolejnego, nieświadomego swej roli pośrednika. Jako łącznika pomiędzy „ośrodkiem” a grupą Miki zwerbowano Aleksandra Nowickiego.

Użytkowników:
1
Artykułów:
62
Odsłon artykułów:
708367
Copyright © 2019 Bocheńscy Żołnierze Wyklęci. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Joomla! jest wolnym oprogramowaniem wydanym na warunkach GNU Powszechnej Licencji Publicznej.