UB chwyciło się więc kolejnego sposobu. Po wsiach pojawiły się tajemnicze postacie – a to geodeci, a to miernicy, wytyczający nowe drogi, poszukiwacze ropy naftowej - innym razem znowu wędrowni przekupnie, a nawet… członkowie ZBOWiD-u, dokumentujący zniszczenia wojenne i opisujący historie partyzanckie. Byli to wszystko zakonspirowani funkcjonariusze UB, których zadaniem było zbieranie informacji od okolicznej ludności na temat ukrywających się „leśnych” a także urządzanie, z reguły nocnych, zasadzek. Jak to się wszystko kończyło opisuje jeden z raportów: „na samym początku akcji dostaliśmy kilka doniesień mówiących że banda Miki przechodzi przez gromadę Rybia Nowego, jak i też Szyku, zapodali to informatorzy ps. „WIERZBA” „MASKA”, poczem po założeniu w tych miejscach przejściowych zasacek zakonspirowanych takowych meldunków czy też doniesień już nie dostawaliśmy, podawane było że osobnicy ci – przechodzą na teren Rybia Nowego z Tarnawy i Kamionny powiatu Bocheńskiego, mieli udawać się zawsze w kierunku domu Trojanowskiego Stefana według danych informatora Wierzba, pod dom ten podwerbowano kilku informatorów i otoczono go obserwacją lecz nie dało to żadnych wyników z czego wynika że albo bandyci zorientowali się że teren jest dla nich zagrożony, lub też po dowiedzeniu się że jest akcja wogule wyjechali z tych terenów, jak to dało się słyszeć między ludnością, lecz konkretnych danych na ten temat nie uzyskano, natomiast po zlikwidowaniu zasacek jak i też ściągnięciu wojska z tamtejszych terenów, zaraz na drugi dzień dostaliśmy wiadomość od Śliwy Barbary, że w ich domu było dwóch nieznanych osobników, pytając się (czy – przyp. aut.) wojsko już odjechało i kiedy”. I jeszcze jeden dokument, pokazujący pewną bezsilność władz bezpieczeństwa w walce z kilkoma desperatami. Dokument, który przyznaje wprost, że siła Miki i jego ludzi tkwiła w poparciu okolicznej ludności.

Poniższy raport 1 V 1950 r. sporządził Naczelnik Wydziału III WUBP Kraków, mjr Stanisław Zdzich-Wałach: „W m-cu lutym 1950 r. przeprowadzono dwukrotnie masową realizację współpracowników i siatki terenowej tejże bandy, a następnie zgodnie z planem operatywnym przedsięwzięć z dnia 25.II.50 r. zakrojoną na szeroką skalę akcje wojskiem i szczególnie do tego celu utworzonymi grupami składającymi się z funkcjonariuszy WUBP Wydz. III, PUBP i M.O. Mimo przeprowadzonych masowych werbunków sieci informatorów sygnalizacyjnych i inf. czynnych oraz przeprowadzenia ciągłych akcji przy pomocy wojska K.B.W. i zmobilizowania specjalnie do tego celu grupy 25 pracowników operacyjnych tak z WUBP jak i organów podległych, dotychczas poza spaleniem kilkudziesięciu melin bandy, zrealizowania i osadzenia kilkudziesięciu bliższych współpracowników tejże, trzeba przyznać, że dotychczasowe akcje poza przepłaszaniem bandy z miejsca na miejsce, nie dały pożądanych rezultatów. Jedną z najważniejszych przyczyn niepowodzenia dotychczas przeprowadzonych akcji jest wrogie ustosunkowanie się do obecnego ustroju ludności zamieszkałej na terenach grasowania bandy Miki (…) teren grasowania bandy zamieszkały jest przez b. czł. A.K., współpracowników bandy „Salwy”, a obecnie bandy Miki, na której to bazie prawie, że wyłącznie banda melinuje. Ludzie ci jako wrogo ustosunkowani do obecnego ustroju udzielają bandzie wszelkiej pomocy tak w żywności jak i w schronieniu. Nic dziwnego, że w tych warunkach łatwo jest bandzie zamelinować się, a ciężko podebrać jest celowych kandydatów do werbunku, którzyby konkretnie zbliżali nas do bandy, w wyniku czegom możnaby przeprowadzić ostateczną likwidację tejże.”

Używając dzisiejszego języka można wskazać, że UB stworzyło „profil psychologiczny” „Leszka”: „Werbunki jakie przeprowadzane były wśród pracowników i meliniarzy bandy zasadniczo nie przynosiły większej korzyści operacyjnej z uwagi na to, że sieć ta nie miała dotarcia do samej bandy bądź tez rozszyfrowana przez Mikę pracowała dwulicowo. Jedną z największych trudności w podebraniu celowej agentury, który by mogła doprowadzić do likwidacji bandy był fakt, że Mika nie zbliżał się w ogóle do ludzi, którzy kiedy kolwiek byli aresztowani lub też mieli styczność z organami Bezpieczeństwa. W ten sam sposób podchodził do ludzi kontaktujących się z obcymi osobami lub też wyjeżdzającymi z miasta do wsi o czym, donosiła mu jego siatka terenowa a o ile już podszedł to po to aby taką osobę zastrzelić. Podobnie Mika postępował z agenturą, którą próbowano wprowadzić w środowisko. Wobec powyższego, mimo, że nad rozpracowaniem i umiejscowieniem bandy pracowano bardzo aktywnie nie można było doprowadzić do likwidacji, tym bardziej, że banda w ostatnim okresie spłoszona przeprowadzanymi ciągłymi akcjami wojskiem w toku których aresztowano współpracowników rozczłonkowała się i poszczególni jej członkowie zaczęli melinować pojedynczo zbierając się razem w wypadkach gdy mieli dokonać napadu, co w ostatnim okresie (1950 r.) należało do rzadkości, gdyż MIKA obawiając się ponownych akcji ze strony UB nie przejawiał prawie, że żadnej działalności bandyckiej prowadząc wyłącznie działalność polityczną”. UB potrafiło się jednak uczyć na swoich błędach: „Wobec tego stanu rzeczy przeprowadzono głęboką analizę materiałów posiadanych na bandę i postanowiono „zorganizować ośrodek dyspozycyjny nielegalnej organizacji” poprzez którą możnaby dotrzeć do bandy i w dogodnym momencie przeprowadzić jej likwidację”. Do realizacji tego zadania wybrano Mariana Strużyńskiego.

Użytkowników:
1
Artykułów:
62
Odsłon artykułów:
696093
Copyright © 2019 Bocheńscy Żołnierze Wyklęci. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Joomla! jest wolnym oprogramowaniem wydanym na warunkach GNU Powszechnej Licencji Publicznej.