5. WŁADZA BIERZE ODWET

Tak wysoka aktywność grupy musiała ściągnąć kontrakcje władz bezpieczeństwa. W pierwszej fazie stosowano masowe obławy, w których uczestniczyły setki, jeśli nie tysiące żołnierzy KBW, milicjantów i funkcjonariuszy UB. Ścigani odgryzali się skutecznie – 19 marca 1949 r. podczas obławy w Kornatce na Mroza i Lenarta został zastrzelony funkcjonariusz UB z Myślenic, Stanisław Baranik. Z kolei 17 kwietnia w Hucisku koło Poznachowic w pościgu za Miką i Przeciszewskim ginie żołnierz KBW szer. Wacław Krajewski, a zraniony szer. Edward Roszczyński. Bezpieka nie przebierała w środkach – gdy nie mogła dopaść samych „leszkowców”, mściła się na ich rodzinach. Rodzinny dom Mików rozebrano do fundamentów. Matkę Józka z siostrami przygarnęli obcy ludzie. Podobny los spotkał brata Tadeusza Lenarta. W ich rodzinnym domu bezpieka 7(!) razy burzyła piec. W końcu zrezygnowana rodzina opuściła ojcowiznę. Brat Emila Przeciszewskiego – Mieczysław został zaatakowany przez grupę ormowców sztachetami z powbijanymi w nie gwoździami. Jedną taką sztachetą zadano mu cios w głowę, następnie dobito go kołkami. Młodszego brata Józefa – Jana Mikę SB i MO inwigilowała jeszcze w latach 70-tych.

 

Po zranieniu Chłopickiego przez Mikę w styczniu 1948 r. aresztowano matkę partyzanta. Starszą już kobietę zmuszono do napisania listu, w którym ceną jej uwolnienia była wolność syna:

"Kochany Synu

Przez Ciebie nędza, w więzieniu się męczę, jest jedno wyjście jak się zgłosisz to mnie wyzwolisz.

Twoja matka Mika Anna Daj odpowiedz jak najprędzej listownie”.

Józef odpisał:

"Najdroższa Mamo

Ja się poddać nie pójdę. Gdy dzisiaj Rząd Polski ma takie prawo, że może aresztować ludzi bez winy, to Mama musi siedzieć, jak Rząd łaskawy Mamę wypuści, to Mamy szczęście. Ja jestem na wolności, to ja siedzieć nie pójdę, bo mi Wolność jest miła chociażby nawet za parę za dni przyszło mi zginąć.

Parę słów do swojej Mamy wasz syn. Mika Józef”

 

Represje wobec najbliższych członków rodzin nie skutkowały: „leśni” byli dalej nieuchwytni, a do tego radykalizowali się, wiedząc, że nie mają co liczyć na łaskę „bezpieczniaków”. Wówczas ci drudzy chwycili się innego sposobu – nie mogąc dosięgnąć samych partyzantów próbowali zlikwidować ich zaplecze – informatorów i meliniarzy. Rozpoczęły się obławy na cale wsie, jakich nie pamiętano na tych terenach nawet za czasów okupacji. Setki ludzi wtrącono do kazamat UB w Bochni i Myślenicach. Wspomniany już szef PUBP w Myślenicach Chłopicki w meldunku z 19 grudnia 1949 r. pisał: „ilość przechodzących w sprawie przez bandę Miki jest dotychczas ustalona na 450 osób”. Starano się ludziom wpoić zwierzęcy lęk przed jakąkolwiek próbą pomocy ściganej czwórce – udzieleniem schronienia, podzieleniem się żywnością, ostrzeżeniem przed zbliżająca się kolejną obławą. Ale nie to stanowiło największe zagrożenie – byli nim konfidenci.

W sprawie Miki i towarzyszy założono co najmniej trzy sprawy operacyjne. Werbowano do nich masowo szpicli – część na tzw. „uczuciach patriotycznych” (odwoływano się – ze skutkiem – do konieczności przywrócenia ładu społecznego, obrony zdobyczy socjalizmu itp.), ale najgorsze dla bezpieczeństwa ukrywających się były werbunki byłych partyzantów, niedawnych jeszcze kolegów Miki, Mroza czy Przeciszewskiego lub ich najbliższych krewnych. Ci ludzie mieli potencjalnie dużą wiedzę o całej czwórce – znali jej przyzwyczajenia, ulubione miejsca spoczynku, szlaki przemarszu. Wiadomo o co najmniej 92 informatorach, byli rozsiani w każdej praktycznie wsi, w której mógł pokazać się Mika z towarzyszami. Mieli obowiązek informowania o każdym pojawieniu się ściganych, a także wykorzystując posiadane znajomości, zasięgać tzw. języka – w knajpach, sklepach, na targach itp. Wszystko na nic. „Leszek” i jego podkomendni byli jak duchy. Pojawiali się nagle i równie nagle znikali.

Użytkowników:
1
Artykułów:
62
Odsłon artykułów:
716602
Copyright © 2019 Bocheńscy Żołnierze Wyklęci. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Joomla! jest wolnym oprogramowaniem wydanym na warunkach GNU Powszechnej Licencji Publicznej.