Prelegenci mieli zapewnioną silną ochronę w postaci 11 milicjantów i ok. 10 funkcjonariuszy UB – wszyscy z Bochni. Dowódcą ubezpieczenia był sierż. Stanisław Gruszka – komendant powiatowy MO w Bochni. Sam wiec w budynku szkoły przebiegał spokojnie. Milicjanci i ubecy ochraniali budynek od zewnątrz. Po jego zakończeniu cała blisko 30-osobowa grupa wsiadła w trzy samochody i wyjechała w kierunku Bochni. Jako pierwszy jechał studebacker z milicjantami, w środku osobowy opel-taksówka z funkcjonariuszami partyjnymi, a kawalkadę zamykał ciężarowy dodge z ubekami. „Salwowcy” (zależnie od relacji: 11 do 13 ludzi), wybierając na miejsce zasadzki jar za Stradomką, podzielili swe siły na dwie części: czterech ludzi skryło się w płytkim przydrożnym rowie, a reszta oddziału, z „Salwą” na czele ukryła się na mocno porośniętym wzniesieniu, górującym nad drogą. Gdy nadjechało pierwsze auto z milicjantami zrzucono na nie ze skał wiązkę granatów. Pojazd stanął w ogniu. Wtedy na próbujących wyskakiwać z niego ludzi położono krzyżowy ogień z obu stron drogi. Nie mieli wielkich szans na przeżycie. Na drodze znieruchomiały ciała czterech milicjantów: komendanta Gruszki, Władysława Kurczaba, Antoniego Korty i Mieczysława Chałudy. Piąty milicjant, Fryderyk Migdał, zmarł po przewiezieniu do szpitala.

W następnej kolejności ogień został przerzucony na dwa pozostałe auta: w drugim, z funkcjonariuszami partyjnymi, ranni zostali: Smajda, Młynarski i Kwiatkowski. Samochód z ubowcami zdążył zatrzymać się nieco dalej, w związku z czym był mniej narażony na ostrzał, ale i tak zginęło kolejnych trzech funkcjonariuszy: Franciszek Miałszygrosz, Leon Piegza i Michał Stryjski. Kolejnych dziewięciu ludzi z ochrony zostało mniej lub bardziej rannych. Dwudziestominutową strzelaninę przerwało dopiero zbliżanie się gromady ludzi, którzy wracali do domów po mszy w Łapanowie. „Salwa” nakazał odwrót i bez strat w ludziach oddział wycofał się. Na drodze i w rozbitych samochodach w kałużach krwi leżało 20 osób. To była największa porażka władzy w wojnie z „salwowcami”: zginęło ośmiu ludzi z MO i UB, kolejnych dwanaście osób zostało rannych.

Komuniści nigdy tego nie wybaczyli Dubaniowskiemu. Odwet rozpoczął się praktycznie następnego dnia. Do Łapanowa i okolicznych wsi ściągnięto liczne zastępy MO, KBW i UB. Przeczesywano dom za domem w poszukiwaniu „bandytów”, ale ludzie „Salwy” umieli mylić pogoń. Wobec tego cała wściekłość władzy skupiła się na ludziach, których podejrzewano o pomoc w zorganizowaniu zasadzki. Spalono dom, stajnię wraz z inwentarzem, stodołę i wozownię Wojciecha Sotoły, członka Komisji Rewizyjnej powiatowego PSL, ojca Fryderyka Sotoły ps. „Jastrzyk”, członka oddziału „Salwy”. Następnie aresztowano wójta Łapanowa Jana Jarotka, którego po przewiezieniu do bocheńskiego UB poddano wymyślnym torturom i zamęczono na śmierć. 2 kwietnia jego zwłoki zagrzebano na podwórku PUBP, a do Krakowa przesłano informację, że… został zastrzelony podczas próby ucieczki z UB.

Użytkowników:
1
Artykułów:
62
Odsłon artykułów:
701412
Copyright © 2019 Bocheńscy Żołnierze Wyklęci. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Joomla! jest wolnym oprogramowaniem wydanym na warunkach GNU Powszechnej Licencji Publicznej.