2. Powstanie oddziału leśnego

W listopadzie 1945 r. Dubaniowski w porozumieniu z Trutym zarządził utworzenie nowego oddziału, który – jako jednostka stale kwaterująca w lesie – mógł być zarówno schronieniem dla osób „spalonych”, jak i narzędziem czynnego zwalczania władz komunistycznych i ich administracji. 11 listopada wydał zarządzenie, które wszystkim zagrożonym członkom konspiracji dawało możliwość ochotniczego wstąpienia do oddziału, nad którym objął bezpośrednią komendę. W ten sposób powstał oddział partyzancki NSZ, coraz rzadziej używający nazwy „Żandarmeria”, a bardziej znany pod nazwą „Salwa” - identyczną z pseudonimem dowódcy. Jego pierwszą kadrą było jednak nadal 30 ludzi „Żandarmerii”. Pod skrzydła nowego dowódcy garną się ludzie z terenu całego powiatu bocheńskiego, ale też myślenickiego i limanowskiego. Nie brakuje mieszkańców Bochni, ale są też ludzie z terenu praktycznie całego powiatu. W nowym oddziale spotkali się ponownie żołnierze z nieistniejących już oddziałów rtm. Józefa Świdy - „Dzika”, Franciszka Mroza - „Żółwia”, ppor. Gustawa Rachwalskiego - „Pogroma” , por. Stefana Kaczmarczyka - „Bacy” czy Bolesława Wróbla – „Orła”

Tajemniczą do dzisiaj sprawą jest kwestia, kto stanowił ścisły sztab „Salwy”. Przypuszcza się, że zastępcą był pochodzący z Kłaja człowiek o nazwisku Kurek, ps. „Rawicz”, a adiutantem nierozszyfrowany do dzisiaj „Kryska”. Nowa formacja szybko osiągnęła stan 70 ludzi, ale nie to było jej największym atutem – ponieważ w zdecydowanej większości tworzyli ją mieszkańcy okolicznych wiosek, doskonale znający teren i mający tam wielu znajomych w krótkim czasie wokół oddziału wyrosła sieć cywilnych współpracowników – informatorów, łączników i właścicieli melin. To nie był czas wojny, gdy jeden oddział partyzancki mógł tkwić na jednych i tych samych leżach całe miesiące. Teraz wróg mógł pojawić się w każdej chwili i uderzyć w dowolnym miejscu. Od ruchliwości, szybkości działania partyzantów, zdolności do przemieszczania się w coraz to nowe miejsca zależała ich przyszłość. Dodatkowym atutem oddziału był brak sztywnych ram organizacyjnych – to, że liczył 70 żołnierzy nie oznaczało wcale, iż owa siedemdziesiątka przebywała stale razem w jednym miejscu.

Oddział dzielono na mniejsze grupy, część ludzi była czasowo zwalniana do domów, na ich miejsce przychodzili inni, w zimie w ogóle zawieszano działalność i „leśni” kwaterowali po wsiach. Szacuje się, że przez 2 lata działalności przez oddział „Salwy” przewinęło się łącznie 110 ludzi. Ludzi świetnie wyszkolonych i uzbrojonych. Praktycznie wszyscy posiadali broń automatyczną – pistolety maszynowe i lekkie karabiny maszynowe. Dużo broni partyzanci przynieśli ze sobą, ale oddział został też zasilony dostawą ok. 40 sztuk, które na początku 1946 polecił wydać „Pogrom” w związku zawieszeniem działalności swojego oddziału. Utrzymać tylu ludzi w jednym oddziale nie było łatwo, zwłaszcza z powodów aprowizacyjnych i mieszkalnych. Dlatego zapada decyzja, by podzielić go na kilka mniejszych, mających sporą autonomię w działaniu. Oddziałem operującym na południu, na styku powiatów bocheńskiego i myślenickiego, dowodził „Lis”. Grupą północną - najpierw Stanisław Dyląg „Ślusarczyk”, a po jego aresztowaniu - Eugeniusz Gałat „Sęp” z Kłaja. Gałat był doświadczonym partyzantem, miał za sobą piękną konspiracyjną kartę z okresu okupacji. Po zakończeniu wojny nie ujawnił się, tylko wstąpił do oddziału NSZ, dowodzonego przez Bolesława Wróbla, ps. Orzeł”. Jesienią 1945 r. Gałat wraz z Wróblem wyjechali do Raciborza. Tam „Sęp” został aresztowany i wtrącony do więzienia. W styczniu 1946 r. udało mu się sforsować więzienne mury i powrócić w rodzinne strony, gdzie od razu trafił do „salwowców”.

Użytkowników:
1
Artykułów:
62
Odsłon artykułów:
716475
Copyright © 2019 Bocheńscy Żołnierze Wyklęci. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Joomla! jest wolnym oprogramowaniem wydanym na warunkach GNU Powszechnej Licencji Publicznej.