Drukuj
Odsłony: 27055

 

Wraz z rozbiciem czy rozproszeniem się głównych formacji antykomunistycznego podziemia zbrojnego na Bocheńszczyźnie ich miejsce poczęły zwolna zajmować grupy i grupki, tworzone przez osoby niezwiązanie dotąd z działalnością konspiracyjną –głównie z racji wieku. Na przełomie lat 40- i 50-tych do konspirację weszło nowe pokolenie – uczniów, harcerzy, studentów, którzy nie zdążyli przejść „chrztu walki” w okresie okupacji i tuż po niej, którzy jednak weszli w dorosłe życie z imperatywem walki o Polskę niepodległą.

Jedną z wielu takich organizacji była zawiązana w czerwcu 1948 r. w Bochni grupa, w skład której wchodzili przeważnie uczniowie różnych klas Gimnazjum Handlowego, będący jednocześnie członkami Związku Harcerstwa Polskiego i Związku Młodzieży Polskiej. Impuls do jej powstania dał uczeń tej szkoły, Kazimierz Krakowski, który podając się za reprezentanta organizacji „Narodowe Siły Zbrojne” z siedzibą w Dębicy (w rzeczywistości nieistniejącej) zwerbował do niej swego szkolnego kolegę Zbigniewa Kostańskiego (ur. 26 II 1930 r.), z poleceniem dalszych werbunków. Kostańskiemu po kilku dniach udało się wciągnąć do organizacji kolejnego ucznia „Handlówki” Zbigniewa Tułaka.

Przez okres dwóch lat, a więc do skończenia przez całą trojkę szkoły nie przejawiała ona jakiejś nadzwyczajnej aktywności, ograniczając się do spotkań koleżeńskich i rozmów na tematy polityczne (był to gorący okres kryzysu koreańskiego). W 1950 r. losy konspiratorów rozeszły się, gdy zdali maturę i podjęli pracę zawodową. Zbigniew Kostański wstąpił do oficerskiej szkoły kwatermistrzowskiej w Poznaniu i od tego czasu jego kontakty ze szkolnymi kolegami znacznie się rozluźniły. We wrześniu 1951 r. Kostański skończył szkołę i jako podporucznik wojsk lotniczych przyjechał na urlop do swoich rodziców, zamieszkałych w Kurowie. Tu nawiązał kontakt ze swoimi szkolnymi kolegami, m. in. Zbigniewem Szperką (ur. 18 marca 1935 r.), zatrudnionym w Zakładach Mleczarskich w Bochni na stanowisku umysłowym, któremu zaproponował wstąpienie do organizacji. Gdy ten wyraził zgodę otrzymał polecanie werbowania nowych członków.

Sam Kostański po zakończeniu urlopu został przydzielony do Lotniczej Bazy Remontowej w Warszawie na stanowisko szefa służby mundurowej. W trakcie pracy w jednostce zaprzyjaźnił się m. in. z ppor. Wacławem Skarżyckim (ur. 14 grudnia 1931 r. we Wrzosowie, pow. Radzyń Podlaski), pełniącym w bazie funkcję szefa służby samochodowej. Gdy zorientował się w antykomunistycznych poglądach Skarżyckiego, w czerwcu 1952 r. zaproponował mu wstąpienie do organizacji. W lipcu tego roku w warszawskim mieszkaniu Kostańskiego przy ul. Zacisze zebrali się wszyscy aktywni uczestnicy związku, by przedyskutować sprawę aktywizacji działalności, program, cel i strukturę organizacji. W spotkaniu wzięli udział: Kostański, Skarżycki i Szperka. Kostański zaproponował, by w pierwszej kolejności organizacja zajęła się drukiem i kolportażem ulotek, w których pokazywano by prawdziwe oblicze ustroju komunistycznego: niszczenie ostatnich zrębów niepodległości kraju, walkę z Kościołem, prywatną własnością i terror polityczny. Planowano także rozwinięcie akcji propagandowej, w której przeciwstawiano by się kolektywizacji wsi oraz pisanie anonimów do szczególnie gorliwych działaczy komunistycznych, zawierających ostrzeżenia przed kontynuacją antynarodowej działalności. Młodzi ludzie, pod wpływem nasłuchu wiadomości ze stacji zachodnich, wierzyli święcie w rychły konflikt ZSRR z państwa zachodnimi. Uważali, że w tym momencie Polacy nie powinni zostać bezczynni, tylko chwycić za broń i tworzyć oddziały zbrojne, walczące z aliantami o oswobodzenie kraju. Dlatego konspiratorzy za jeden z celów uznali też gromadzenie broni i prowadzenie szkolenia wojskowego. Na dowódcę organizacji wybrano Kostańskiego, który przybrał sobie pseudonim „Witold”.

 


Jego zastępcą został Skarżycki („Wiktor”) a szefem sztabu na powiat bocheński – Szperka („Marian”). Po powrocie z Warszawy Szperka zwerbował do organizacji kilku nowych członków, wywodzących się z kręgów znajomych z okresu wspólnej nauki w gimnazjum.

Jesienią 1952 r., tuż przed wyborami do Sejmu PRL, do Bochni przyjechał „Witold”, wręczając Szperce osobiście napisaną ulotkę o treści antywyborczej, polecając rozkolportować ją na terenie Bochni i okolic. Wraz z siostrą Leokadią Brzegową wykonał pieczątkę o treści „Narodowe Siły Zbrojne – Sztab Generalny”, której użyto do stemplowania ulotek. W tym czasie Szperka, z pomocą innego członka organizacji, Jana Bajdy ps. „Baca”, zatrudnionego w Powiatowym Zarządzie ZMP, dokonał włamania do siedziby organizacji, skąd zabrano maszynę do pisania, powielacz i matryce, które następnie przewieziono do domów rodziców Szperki w Kurowie. Na miejscu, używając maszyny, przepisano otrzymaną od Kostańskiego ulotkę, a następnie za pomocą powielacza wydrukowano ją w nakładzie ok. 3 tys. egzemplarzy. Po ostemplowaniu pieczęcią wykonaną przez „Witolda” ulotkę rozkolportowano na ulicach Bochni, Brzeska i okolicznych wiosek. Po akcji, dla zmylenia tropów, mogących naprowadzać UB na ślad organizacji, zmieniono jej nazwę – z NSZ na „Polska Powstańcza Armia”.

Kolejną akcją, którą przeprowadzili wspólnie Szperka z innym członkiem organizacji – Jerzym Bodurą ps. „Janek”, było pisanie listów z ostrzeżeniami dla czołowych działaczy PZPR. Otrzymali je m. in. I sekretarz Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Krakowie i I sekretarz Komitetu Powiatowego PZPR w Bochni.

Innym przejawem aktywności konspiratorów z PPA było nawiązanie kontaktów ze stacjonującymi w Warszawie Ukraińcami – oficerami Armii Czerwonej. Ocenia się, że w całej ówczesnej Polsce była ich setka i ludzie ci podjęli się stworzenia konspiracji na rzecz „samostijnej Ukrainy”. Nie należy ich jednak mylić z członkami UPA, gdyż poznani przez Kostańskiego oficerowie nawiązywali do idei współpracy ukraińsko-polskiej, zawiązanej na początku lat dwudziestych pomiędzy atamanem Semenem Petlurą a Józefem Piłsudskim. Petlurowcy, odmiennie od banderowców, uważali, że mogą się wybić na niepodległość nie w ostrym konflikcie z Polską, ale przy współpracy z naszym krajem. Poszukiwali więc sojuszników pośród tych Polaków, o których wiedzieli, że nie godzą się na dyktat Stalina w stosunku do ich ojczyzny. Petlurowcy prowadzili też inną grę – otóż dążyli do stworzenia w ramach armii, w której służyli, jednolitych narodowościowo, ukraińskich jednostek, które miały być forpocztą armii niepodległej Ukrainy

Do realizacji tych (i innych) celów nie doszło, gdyż pod koniec marca 1953 r. bocheńska i krakowska UB dokonała pierwszych aresztowań wśród cywilnych członków PPA, a bezpieka wojskowa – Zarząd Informacji Wojskowej – wśród żołnierzy. Okazało się, że członkowie organizacji byli już namierzani bezpośrednio po akcji ulotkowej – bezpiecie przy pomocy agenta o pseudonimie „Bystry” udało się ustalić jej skład personalny i strukturę organizacyjną. Ogólnie pomiędzy 31 marca a 7 kwietnia (aresztowanie przez Informację Wojskową samego „Witolda”) zatrzymano wszystkich członków grupy – łącznie 15 osób.

Śledczym pomogło załamanie się podczas przesłuchań jednego z konspiratorów, co umożliwiło całkowite zlikwidowanie organizacji. Sam Zbigniew Kostański tygodniowe śledztwo w siedzibie Informacji wspomina jako jedno, niekończące się pasmo bicia, tortur i psychicznego znęcania się.


 

W toku trzech procesów, przeprowadzonych 18, 21 i 28 września 1953 r. osądzono wszystkich zatrzymanych, skazując ich na wyroki więzienia od 2 do 15 lat.

Najwyższe wyroki otrzymali:

Pozostali członkowie otrzymali następujące wyroki:

27 września 1953 r. w procesie „odpryskowym” od sprawy PPA został skazany także starszy brat Zbigniewa Kostańskiego – Leszek. Zarzucono mu, że wiedząc o zaangażowaniu brata w działalność nielegalnej organizacji nie doniósł o tym organom bezpieczeństwa, co w połączeniu z jego pracą (był zatrudniony w zakładzie karnym w Nowym Wiśniczu, a więc podlegał resortowi spraw wewnętrznych) wystarczyło do skazania go na dwa lata, z czego odsiedział rok, chociaż słowo „odsiedział” nie jest adekwatne do jego kary – odbył ją w obozie pracy w Sierszy, w kopalni węgła kamiennego, w charakterze górnika dołowego.

Od wyroku WSR Zbigniew Kostański odwołał się do Najwyższego Sądu Wojskowego, który postanowieniem z 5 stycznia 1955 r. złagodził wyrok do 12 lat. Karę więzienia „Witold” odbywał najpierw w więzieniu we Wronkach, a później w Rawiczu. W Rawiczu został nieoficjalnym „adiutantem” gen. Jerzego Kirchmayera – opiekował się dużo starszym od niego oficerem-inwalidą, który odbywał karę dożywotniego więzienia, otrzymaną w jednym z procesów „odpryskowych” od sprawy gen. Tatara. W więzieniu w Rawiczu Zbigniew Kostański doczekał amnestii z kwietnia 1956 r. Opuścił więzienie jednak jako jeden z ostatnich, dopiero 7 lipca 1957 r. Rozpoczął poszukiwanie zajęcia. Pierwszą pracę znalazł w tarnowskim oddziale PKO, skąd przeniósł się do Bochni. W 1961 r. podjął pracę w Miejskim (później – Państwowym) Przedsiębiorstwie Remontowo-Budowlanym, na stanowisku głównego ekonomisty. Na początku lat 70-tych XX wieku został szefem bazy wyrobów hutniczych, a od 1977 r. (aż do przejścia na emeryturę w 1990 r.) kierował zakładem pogrzebowym przy bocheńskim RPGKiM.

Zbigniew Kostański doczekał rehabilitacji w 1993 r. Przywrócono mu też zabrany wyrokiem stopień wojskowy i awansowano na porucznika. Mieszka do dziś w Bochni.

Źródła:
IPN Kr 074/60,
IPN Kr 111/1772,
materiały własne redakcji