3. U "SALWY"

Tworzenie przez Dubaniowskiego nowego oddziału partyzanckiego późną wiosną 1945 było szansą dla takich ludzi jak Mika. Dawało oparcie osobom, tak jak i on sam „spalonym”, pozwalało mieć nadzieję na przetrwanie najtrudniejszego okresu represji i doczekania kolejnego konfliktu zbrojnego, tym razem pomiędzy Zachodem i ZSRR, w co święcie wierzono. W dostaniu się w szeregi oddziału (oficjalnie przystąpił weń 15 listopada 1945 r. pod pseudonimem „Wrzos”) pomogła zapewne wojenna znajomość Miki z Trutym, któremu „Salwa” bezgranicznie ufał, powierzając dowództwo nad grupą południową Przy „Salwie” Mika szybko awansował. Dowódcy podobał się ten niepozorny blondyn, który bez wahania podejmował się wykonania każdego zadania. Został dowódcą grupy egzekucyjnej. Dziś już trudno ustalić precyzyjnie listę ludzi, którzy zginęli z jego ręki, gdy był u „Salwy”. Na pewno w listopadzie 1945 r. zastrzelił, chcącego go aresztować, funkcjonariusza UB z Myślenic Jana Leśniaka, a w styczniu 1946 r. Paulina Bzdyla, sekretarza PPR z Gdowa, wsławionego aktywną akcją parcelacyjną majątków. W opinii jednego z członka oddziału, zamieszczonej przez A. Ptak „Mika zaczął zachowywać się dziwnie. Mówiono o nim w oddziale, że była w nim żądza krwi. Rwał się do każdej roboty. „Salwa” nam pokazywał „Wrzosa” po takiej akcji z wykonywaniem wyroków. „Patrzcie, śpi jak dziecko” – mówił. On był za młody na wykonywanie wyroków (w chwili przystąpienia do oddziału miał 18 lat – przyp. I.S.) „Salwa” za wcześnie powierzył mu dowództwo plutonu egzekucyjnego. Rzecz ciekawa, że u Miki nie zauważyłem nigdy lęku. Wyróżniał się wyjątkowo zimną krwią. Było w nim trochę brawury, ale nigdy nie lekkomyślności. Nie popisywał się ani tym, że wykonuje wyroki, ani też odwagą. Był twardy i stanowczy. I to był chłopak, który myślał. Sądzę, że gdyby w oddziale, w Polsce więcej było takich jak on, to byśmy wtedy coś zdziałali”.

10 marca 1946 r. w potyczce w Zbydniowie ginie Józef Truty, dowódca grupy południowej. Na jego miejsce Dubaniowski wyznacza nie któregoś ze starszych żołnierzy w oddziale, ale właśnie „młokosa” Mikę, którego awansuje na sierżanta. Mało tego – w sierpniu 1946 r. mianuje go swoim zastępcą w miejsce „Rawicza”, który opuścił oddział i wyjechał za granicę. Już samo to dobitnie pokazuje, jakim zaufaniem cieszył się Mika u swego dowódcy. „Wrzos” brał udział w niemal wszystkich potyczkach oddziału – w tym w najgłośniejszej – zasadzce 31 marca 1946 r. pod Łapanowem, gdy oddział „Salwy” praktycznie unicestwił konwój z funkcjonariuszami bocheńskiej UB i MO, ochraniającymi członków partii „demokratycznych” na wiecu w Łapanowie. Nazwisko Miki pojawia się także wśród nazwisk innych żołnierzy „Salwy”, ujawniających się rok później w bocheńskiej siedzibie Urzędu Bezpieczeństwa. Był jednym z ostatnich, który zdecydował się na ten krok. Dlaczego? Tego do końca nie wiadomo. Może podpowiadał mu to jego partyzancki „nos”, który w przyszłości miał tyle razy wybawiać go z opresji? Progi gmachu przy ul. Krakowskiej przekroczył 20 marca 1947 r. Zachował się jego dokument ujawnieniowy, z którego (oprócz danych osobistych) można wyczytać zwięzłą historię jego dotychczasowego, jakże młodego jeszcze życia: „Wszystkich akcji, w których brałem udział nie pamiętam, lecz podam te, które sobie przypominam.

Użytkowników:
1
Artykułów:
60
Odsłon artykułów:
646975
Copyright © 2018 Bocheńscy Żołnierze Wyklęci. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Joomla! jest wolnym oprogramowaniem wydanym na warunkach GNU Powszechnej Licencji Publicznej.