Drukuj
Odsłony: 11079

Marian Pajdak

 

O tym, jak skomplikowane były polskie losy podczas II wojny światowej i latach tuż po jej zakończeniu, wymownie pokazuje tu opisana historia życia jednego człowieka. Biografia, która mogłaby służyć za scenariusz dobrego filmu o tematyce wojennej i szpiegowskiej, którą spokojnie można by obdzielić kilka ludzkich istnień (a i tak każde z osobna mogłoby twierdzić, że miało ciekawe życie) i która wreszcie dobitnie dowodzi, że nic nie jest czarno-białe, a tak naprawdę w naszym życiu dominują odcienie niejednoznacznej szarości.

Bohater naszej opowieści w pełni zasługuje, by wspomnieć o nim jako jednym z najwybitniejszych żołnierzy i działaczy niepodległościowych, nie tylko w wymiarze Bocheńszczyzny, ale i całego kraju. Oszałamia imponująca ilość zdarzeń, w których uczestniczył, wybitnych ludzi z którymi współpracował lub - nazwijmy to oględnie – z którymi się zetknął w jakimś przedziale swojego życia. Obecnie, zupełnie niesłusznie, kompletnie zapomniany, do tego stopnia, że w polskich urzędowych bazach danych brak nawet wiadomości o tym, czy jeszcze żyje. Miał w swej biografii jasne i bardzo mroczne karty – trzeba to mocno na samym początku wyartykułować.

 

Student, endek, Polak

 

Marian Pajdak urodził się 2 lipca 1918 r. w Wyżycach, niewielkiej wsi nad Rabą, wchodzącej obecnie w skład gminy Drwinia. Był synem Gustawa, nauczyciela w szkole powszechnej w Bochni i Wiktorii z domu Tracz. Po ukończeniu szkoły powszechnej w 1930 r. rozpoczął naukę w bocheńskim gimnazjum. Maturę zdał w nim w maju 1937 r. Następnie przeniósł się do Krakowa, gdzie rozpoczął studia na wydziale prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego. Na uczelni zetknął się z działaczami Młodzieży Wszechpolskiej, będącej „młodzieżówką” Stronnictwa Narodowego. Do organizacji tej wstąpił za pośrednictwem znajomego działacza MW z Bochni – Michała Wiechowskiego. Jako zwykły członek był w MW do wiosny 1938 r., następnie otrzymał od Wiechowskiego polecenie zorganizowania koła Stronnictwa Narodowego w Bochni. Zadanie wykonał, wciągając do pracy partyjnej szereg młodych ludzi z miasta. Koło liczyło około 50 osób, skupiało głównie młodzież rzemieślniczą, robotniczą, drobnych kupców, a organizacyjnie podlegało kierownictwu obwodu bocheńskiego SN, na czele którego ówcześnie stał inny student UJ, Tadeusz Migas.

W sierpniu 1938 r. koło w Bochni, z powodu braku funduszy na działalność organizacyjną, rozpadło się i większość jego członków przeszła do Młodej Polski, organizacji związanej z władzami. Sam zaś Pajdak, również nie mając środków finansowych na dalsze studia na Uniwersytecie, wstąpił na studia teologiczne przy seminarium duchownym w Tarnowie. Tam zastała go wojna. W marcu 1941 r. został aresztowany przez władze niemieckie pod zarzutem działalności konspiracyjnej i osadzony w więzieniu Montelupich w Krakowie. Nie udowodniono mu jednak winy i niejako za niższą karę zesłano na roboty przymusowe do Niemiec. Nie dojechał jednak na miejsce, gdyż zbiegł z transportu jadącego na Zachód. Do końca 1941 r. ukrywał się w Sandomierzu, a na początku 1942 r. wrócił do Krakowa. W Krakowie na powrót zetknął się z działaczami, teraz już konspiracyjnej, Młodzieży Wszechpolskiej. Szczególnie bliskie więzy łączyły go z Lechem i Józefem Haydukiewiczami, zwłaszcza z tym drugim, profesorem UJ, późniejszym przedstawicielem Stronnictwa Narodowego w Radzie Jedności Narodowej – podziemnym parlamencie Polskiego Państwa Podziemnego. Pod wpływem rozmów z prof. Haydukiewiczem i lektury jego bogatego księgozbioru u Pajdaka wykrystalizowały się poglądy narodowe, choć jak sam później przyznał, miał też kontakty w przedstawicielem krakowskiej PPR – Józefem Półgroszkiem i był przez niego namawiany do roboty konspiracyjnej w ramach Gwardii Ludowej. Pierwszym zadaniem, jakie przed nim postawiono, byłą odbudowa struktur Stronnictwa na Bocheńszczyźnie. Bocheńskim narodowcom udało się stworzyć silną organizację wojskową na tym terenie, która pod sztandarami Narodowej Organizacji Wojskowej mocno się dała Niemcom we znaki.


Najbardziej znanymi dowódcami na tym terenie byli Gustaw Rafalski vel Rachwalski ps. „Edmund”, „Wodzicki”, Lech Masłowski, ps. „Jerzy”, Jerzy Lesser ps„Jastrzębski” czy Tadeusz Strączek ps. „Latawiec”. Jednakże struktury polityczne partii na tym terenie były systematycznie rozbijane przez okupanta. To właśnie od Rafalskiego Pajdak otrzymał pierwsze kontakty na ludzi, z którymi próbował odbudowywać porwane struktury Stronnictwa. Należeli do nich: Franciszek Szymański „Zbigniew” i Bronisław Strach ps. „Orlicki”. Udało im się nastawić robotę partyjną na odpowiednie tory – Szymański zajął się szkoleniem wojskowym w ramach konspiracyjnej podchorążówki, a Strach rozwinął działalność propagandową – m.in. wtedy uruchomiono własne pismo „Szczerbiec”, które ukazywało się na terenach Bocheńszczyzny do końca okupacji. Ważną postacią w strukturach bocheńskiego SN był też Józef Lesser ps. „Jastrzębski”, który podjął się zorganizowania tzw. „Obozowych Drużyn Bojowych” (ODB). Za aktywizację kobiet w ramach Stronnictwa odpowiadała z kolei, przesiedlona przez Niemców z Gdyni, Maria Szafer. Całością spraw wojskowych (między innymi scaleniem NOW z AK) z ramienia kierownictwa SN zarządzał Władysław Gałka ps. „Wiktor”, a sprawami wywiadu i kontrwywiadu Rafalski. Sam Pajdak przyjął funkcję kierownika organizacyjnego SN na powiat bochenki.

Z tej racji często kontaktował się z władzami okręgu i mimo że oficjalnie takiej funkcji nie sprawował, uważany był za szefa całej struktury powiatowej. Młodzieżówka SN pod kierownictwem Szymańskiego rozwinęła szeroką działalność. Skoncentrowano się głownie na szkoleniu wojskowym młodzieży. Powstała też grupa leśna, którą wiosną 1944 r. podporządkowano oddziałowi „Szczerbiec” dowodzonemu przez Lecha Masłowskiego. Oddział ten podlegał bezpośrednio dowódcy okręgu krakowskiego NOW płk. Władysławowi Owocowi ps. „Paweł”. Na terenie powiatu oddział nie przeprowadzał żadnych akcji o charakterze dywersji cywilnej, a jedynie akcje wojskowe. Do najbardziej znanych należało zdobycie niemieckiej kasy dywizyjnej w Wiśniczu, atak na oddział niemiecki w Nieszkowicach, a w Bochni przy ul. Karosek. Dowodzone przez Lessera ODB początkowo składało się z ludzi na co dzień przebywających w swych miejscach zamieszkania, zwoływanych razem tylko na akcję. Tak było np. podczas napadu na mieszkanie dowódcy niemieckiej policji kryminalnej w Bochni (czyli tzw. kripo) obersturmfűhrera Wilhelma Schomburga, rozbrojono też niemieckich wojskowych w Targowisku i dokonano napadu na bank emisyjny w Krakowie. Po tych akcjach większość członków oddziału była już „spalona”, więc siłą rzeczy musiała schronić się w lesie. Oddział „Jastrzębskiego” zaliczał się do najaktywniejszych na tym terenie. Jak skrupulatnie policzono pod koniec wojny efektem działalności grup i oddziałów, podporządkowanych politycznie Stronnictwu Narodowemu, a organizacyjnie bardziej lub mniej zależnych od AK, było zabitych ponad 100 Niemców (w tym jeden generał), kilkunastu obywateli ZSRR, którzy podczas wojny przeszli na służbę niemiecką i służyli w oddziałach przeciwpartyzanckich oraz co najmniej 10 osób narodowości polskiej, rozstrzelanych za zdradę lub współpracę z okupantem. W grudniu 1944 r. Pajdak, używający konspiracyjnych pseudonimów „Skiba” i „Tracz”, ponownie został aresztowany przez Niemców w Tarnowie. Była to już jednak końcówka okupacji i udało mu się przekonać gestapo, że skoro on też chce walczyć ze wspólnym wrogiem Niemców i Polaków, czyli z komunistami, to nie powinien być represjonowany. Został zwolniony na początku stycznia 1945 r. decyzją szefa gestapo dystryktu krakowskiego SS-hauptsturmführera Heinricha Hamanna'


 

Kurier do wolnego świata

Kilka tygodni później, w lutym, dzięki protekcji kierownika kadr w Urzędzie Wojewódzkim w Krakowie, Zdzisława Miękini ps. „Witold”, który w okresie okupacji pomagał Pajdakowi w organizacji NOW w powiecie bocheńskim, podjął pracę referenta inspekcji starostw w Urzędzie Wojewódzkim, pełniąc równolegle funkcję zastępcy kierownika organizacyjnego konspiracyjnego okręgu krakowskiego SN, które postanowiło nie ujawniać swej działalności i pozostawało na stopie nielegalnej. Na początku marca 1945 r. objął funkcję kierownika propagandy okręgu. Ponieważ był już wtedy poszukiwany przez UB (w Bochni aresztowano jego brata Eugeniusza), wykorzystując konspiracyjne znajomości starał się zmylić tropy i zalegalizować swoją osobę poprzez zatrudnienie na Śląsku, w Urzędzie Wojewódzkim w Katowicach. Ówczesny kierownik wydziału personalnego w urzędzie wojewódzkim (a późniejszy wojewoda katowicki) płk. Józef Ziętek zaproponował mu nawet stanowisko starosty w Prudniku na Dolnym Śląsku, ale Pajdak odmówił, wymawiając się młodym wiekiem i brakiem doświadczenia. Ostatecznie został mianowany II wicestarostą w Lublińcu, a następnie I wicestarostą w Rybniku, w styczniu 1946 r. przeniesiono go do starostwa w Grodkowie k/Opola. Funkcji publicznych nie traktował jednak jako służbę u nowych władców Polski, ale możliwość pomocy podziemiu i ludzi z nim związanym. Przekazuje więc konspiratorom wiele czystych blankietów urzędowych dokumentów, m.in. przepustek, które zostają wykorzystane przez kurierów i ludzi zagrożonych aresztowaniami, którzy przez Czechosłowację przedzierają się do Niemiec Zachodnich i dalej na Zachód. Stara się załatwić legalne zatrudnienie swoim byłym i aktualnym współtowarzyszom broni. Zdecydowana większość konspiratorów okres wojenny spędziła na nielegalnej stopie. Nie mieli oficjalnych źródeł utrzymania. Żyli za pieniądze organizacyjne. Gdy wojna się skończyła i rozwiązano AK setki tysięcy ludzi stanęło przed koniecznością znalezienia pracy. Nie było to łatwe pod własnym nazwiskiem, gdyż groziło natychmiastowym kontaktem z UB. Dlatego chwytano się różnych metod. Pajdak np. wykorzystując swe układy załatwił w lutym 1945 r. pracę dla Józefa Lessera w wydziale personalnym Komendy Powiatowej Milicji Obywatelskiej w Bielsku-Białej.

Oczywiście Lesser pracował tam pod fikcyjnym nazwiskiem. Zdekonspirowany jednak został w maju 1945 r. i skazany na 2 lata więzienia. Miał jednak szczęście, bo wkrótce (sierpień 1945 r.) ogłoszono amnestię i wyszedł na wolność. Inne zdarzenie, rodem z filmu sensacyjnego, miało miejsce 29 maja 1946 r. Tego dnia na samochód osobowy, którym podróżował Pajdak wraz z kierowcą nieznani, uzbrojeni mężczyźni dokonali napadu. Przebywającym w samochodzie osobom kazali wysiąść, sami do niego wsiedli i odjechali w nieznanym kierunku. Okazało się, że w aucie przewożono 45 tysięcy złotych, były to pieniądze starostwa grodkowskiego. Sprawców nie odnaleziono. Dopiero po latach okazało się, że napad był fikcyjny, a napastnikami okazali się Lesser, Stanisław Zagól ps. „Traper” i Stanisław Worobiow – żołnierze NOW w Bocheńszczyzny, dobrze znani Pajdakowi. On to „nadał” im napad, uprzedzając, że będzie transportował gotówkę. Zdobyte tą drogą pieniądze wykorzystano na działalność konspiracyjną. Koniec 1945 roku oznaczał duże zmiany w życiu Pajdaka. W grudniu przybył nielegalnie do kraju z Londynu Edward Sojka - przedstawiciel prezesa Zarządu Głównego Stronnictwa Narodowego, Tadeusza Bieleckiego. Z jego upoważnienia Sojka powołał nowe Prezydium Stronnictwa, jako jego władzę naczelną w kraju oraz zorganizował sieć tzw. delegatur krajowych – ekspozytur rządu emigracyjnego w kraju, na wzór i podobieństwo delegatur z okresu okupacji. Przypomnieć w tym miejscu należy, że SN wraz z PPS tworzyło od lipca 1945 r. rząd Tomasza Arciszewskiego, zaprzysiężony po dymisji rządu Stanisława Mikołajczyka, który wrócił do kraju i wszedł w skład Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej, utworzonego przez komunistów na mocy postanowień jałtańskich. Misja Sojki nie była wiec li tylko pracą partyjną, miała też walor roboty rządowej, zwłaszcza że stanowisko ministra spraw wewnętrznych w rządzie Arciszewskiego sprawował Zygmunt Berezowski z SN.

Mimo wysiłków Sojce udało się zorganizować jedynie trzy delegatury:
- krakowską - którą objął Mieczysław Pszon ps. „Długosz”;
- katowicką, na czele której stanął Władysław Piotrowski;
- oraz dolnośląską, kierowaną przez Włodzimierza Bilana.
Delegatury, każda obejmująca zasięgiem teren jednego województwa, czasem województw ościennych, miały być „oczami i uszami” rządu emigracyjnego. Postawiono przed nimi zadania zbierania informacji na temat sytuacji politycznej, społecznej i gospodarczej kraju. Informacje, w formie raportów, były dostarczane na Zachód za pomocą sieci kurierów, którzy przekraczali nielegalnie granice kraju. Delegatury nie miały charakteru wojskowego. Nie dysponowały też oddziałami zbrojnymi. Ramieniem zbrojnym Stronnictwa było w tym czasie Narodowe Zjednoczenie Wojskowe, powstałe z połączenia Narodowych Sił Zbrojnych i tej części Narodowej Organizacji Wojskowej, która w czasie okupacji nie scaliła się z AK. Kierownik delegatury krakowskiej, Mieczysław Pszon, to osoba bardzo znana w krakowskim środowisku narodowców. W czasie okupacji członek krakowskich władz SN, gdzie odpowiadał za pracę informacyjno-propagandową w małopolskich oddziałach NOW. Pszon jako pierwszego zastępcę obiera sobie Władysława Gałkę, a drugim jego zastępcą w połowie czerwca 1946 r. został Pajdak. „Tracz” dostaje polecenie zorganizowania tras przerzutowych na Zachód. Ma zadbać o „lewe” dokumenty, wyznaczenie marszruty, zdobycie pewnych lokali etapowych, gdzie kurierzy bezpiecznie mogliby wypocząć w trakcie podróży (duże odcinki trasy pokonywano pieszo).


 

Wykorzystując swą pozycję zawodową przygotowuje kurierom dokumenty poświadczające, że są Polakami – obywatelami czechosłowackimi, pozyskuje do współpracy zamieszkujących Pragę Polaków, którzy zgadzają się udzielić schronienia kurierom, wyszukuje zamieszkujących polsko-czeskie i czesko-niemieckie pogranicze Czechów, którzy zgadzają się pełnić rolę przewodników przy przekraczaniu granicy. Wreszcie, gdy wszystko wydaje się być dopięte na ostatni guzik w pierwszych dniach lipca 1946 r. udaje się sam w podróż na Zachód. Przekracza granicę w okolicach Cieszyna i przez Pragę oraz „zieloną” czesko-niemiecką granicę dociera do Monachium. Tam spotyka dobrego znajomego – Rafalskiego, który przebywa w Niemczech już od ponad pół roku, po tym jak sam przedarł się nielegalnie z Polski po rozwiązaniu swego oddziału Armia Narodowa „Pogrom”. Rafalski pełnił w Niemczech ważne funkcje – odpowiadał za bezpieczeństwo kurierów na odcinku niemieckim, podejmując ich przy granicy czeskiej, a następnie przeprowadzał do Paryża, gdzie utworzona została ekspozytura rządu emigracyjnego, odpowiedzialna za kontakty w krajem. Zauważyć należy, że od czasu cofnięcia uznania rządowi na wychodźstwie przez mocarstwa zachodnie (lipiec 1945 r.), niemożliwe stało się funkcjonowanie normalnej poczty dyplomatycznej, dlatego też kurierzy nawet po krajach Europy Zachodniej musieli krążyć incognito, co najwyżej tolerowani przez brytyjskie i amerykańskie służby wywiadowcze. Drugim zadaniem Rafalskiego było stworzenie bazy przerzutowej dla kurierów, którzy zdążali z- i do kraju z pocztą, pieniędzmi, czasem nielegalnymi emisariuszami.

W Monachium Pajdak przebywał trzy miesiące. Spotkał się w tym czasie z wieloma znaczącymi osobistościami na emigracji: Kazimierzem Mireckiem, Stanisławem Komendowskim, zastępcą Sojki ds. łączności z krajem, płk. Władysławem Owocem, Jerzym Ptakowskim, delegatem MSW na strefę amerykańską, Stanisławem Siwcem, szefem komórki przerzutowej tajnej delegatury. Poznał też tam Jana Felczaka ps. „Wacek”. Postać Felczaka należy do jednej z najbardziej fascynujących i nietuzinkowych polskich sylwetek okresu wojny. W latach 1940-1945 był kurierem Rządu RP na uchodźstwie między Londynem a krajem. Bazą, z której operował, był Budapeszt. Gdy władze w Polsce przejęli komuniści, ostatni delegat rządu na kraj, Stefan Korboński wysłał go na Zachód celem przedstawienia władzom Rzeczypospolitej motywów i okoliczności likwidacji Polskiego Państwa Podziemnego oraz budowy nowej sieci połączeń kurierskich. Od rządu Arciszewskiego otrzymał nominację na szefa łączności z krajem. Prace te koordynowała specjalna komórka – Komitet ds. Krajowych, której Felczak był emisariuszem. Korzystając z obecności Pajdaka w Niemczech Felczak nawiązał z nim kontakt celem skorzystania z trasy, jaką „Tracz” dotarł na Zachód. Do Polski powrócili obaj w październiku 1946 r. Po raz drugi wyjechał z Polski w grudniu 1946 r. Razem z nim „zieloną granicę” przekraczali Felczak i jeszcze jeden kurier. W Monachium spotkał się z przedstawicielami życia politycznego na emigracji, m.in. ze Stanisławem Siwcem, Ryszardem Niklewiczem, Tadeuszem Sobasem i Rafalskim, mieszkanie którego stało się dla Pajdaka domem w czasie jego pobytu na Zachodzie. Powrót do Polski został zaplanowany tuż przed Świętami Bożego Narodzenia. Tym razem prócz Pajdaka i Felczaka podróżował z nimi jeszcze jeden człowiek – Adam Doboszyński.

To kolejna nietuzinkowa postać w polskim życiu politycznym, z którą los zetknął Pajdaka. Doboszyński był jednym z najbardziej znanych przedwojennych teoretyków myśli narodowej, jednak do historii II RP nie przeszedł dzięki napisanym książkom i wygłoszonym referatom, ale jako inicjator tzw. wyprawy myślenickiej w czerwcu 1936 r. Pomaszerował wtedy z Krakowa na Myślenice na czele kilkudziesięciu narodowców. Na miejscu zerwali kable telefoniczne, opanowali posterunek policji i powybijali szyby w żydowskich sklepach. Akcja była odwetem za wycofanie się PKP z przetargu na szycie kożuchów, który wygrali myśleniccy kuśnierze, w zdecydowanej większości zrzeszeni w Stronnictwie Narodowym. Anulowanie intratnego zamówienia zostało ocenione jako kolejny przejaw walki sanacji z ruchem narodowym. Sensacyjnie zakończył się epilog tej sprawy dla samego Doboszyńskiego, Sąd pierwszej instancji w ogóle uniewinnił go (a w starciach zginęły co najmniej dwie osoby), dopiero wyrok sądu apelacyjnego przyniósł wyrok, ale tylko za jedno przestępstwo (zabór broni z posterunku policji). W czasie wojny Doboszyński, przebywając na Zachodzie, był konsekwentnym krytykiem rządu Sikorskiego, oskarżając go o zbytnią uległość w stosunku do Rosjan. Był też zagorzałym wrogiem wybuchu ogólnopolskiego powstania przeciw Niemcom (a później Powstania Warszawskiego), uważając go za niepotrzebny przelew krwi. Gdy Polskę zajęli komuniści Doboszyński liczył się z wybuchem III wojny światowej, ale uważał, że państwa zachodnie posłużą się polskim podziemiem niepodległościowym tylko w swych własnych celach, przy kolejnych wielkich ofiarach po stronie polskiej, dlatego był orędownikiem wygaszania działalności podziemia, masowego ściągania na Zachód najbardziej wartościowego elementu i przygotowywania się do zmian na mapie Europy i świata, w które święcie wierzył. Stąd zrodziła się w nim myśl powrotu (oczywiście nielegalnego) do Polski, by do swych idei przekonać możliwie najszersze grona ludzi związanych z ruchem niepodległościowym. Granicę czesko-polską cała trójka przekroczyła 23 grudnia 1946 r. koło Cieszyna. Doboszyński pozostał w tym mieście, a Felczak z Pajdakiem udali się do Krakowa. W przeciągu najbliższych kilku miesięcy Pajdak wielokrotnie kontaktował się z Doboszyńskim. Towarzyszyli mu Pszon i Gałka. Składali mu sprawozdania z działalności Delegatury oraz ułatwiali kontakty z działaczami endeckimi ze Śląska i Wielkopolski. Pajdak dodatkowo zaopatrzył go w „lewe” papiery.


Sam skupił się na przygotowaniu do egzaminów (wznowił bowiem studia prawnicze na UJ) oraz przygotowywał się do kolejnej, trzeciej już wyprawy na Zachód, która miała się odbyć w czerwcu 1947 r. w celu przywiezienia do kraju funduszy na działalność konspiracyjną. Tymczasem 28 maja, gdy udawał się do mieszkania mec. Władysława Kosturka w Krakowie, znanego działacza endeckiego, został na ulicy zatrzymany przez funkcjonariuszy UB, którzy usiłowali go aresztować. Zdołał się im wyrwać i zaczął uciekać. Wtedy posypały się zanim strzały. Jeden ugodził go w nogę.

Rannego schwytano i odesłano na Plac Inwalidów – do siedziby WUBP. Tam z miejsca poddano go brutalnemu śledztwu, które nadzorował, a możliwe że i sam prowadził osławiony Józef Światło (wł. Izaak Fleischfarb), który w tym czasie był zastępcą szefa UB w Krakowie. W mieszkaniu Pajdaka założono „kocioł”, w który wpadło kilku dalszych konspiratorów, m.in. Władysław Gałka (29 maja). Okazało się, że UB prowadziło intensywne śledztwo przeciw krakowskiej delegaturze już od jesieni 1946 r. Wprowadzeni w organizacje agenci, informacje pozyskiwane od aresztowanych działaczy pozwoliło na rozbicie struktury. Masłowskiego aresztowano 4 lipca, Lessera 10 lipca, a samego Pszona 23 lipca. Co interesujące – Pszon skorzystał z wiosennej amnestii i ujawnił się 15 marca. Pajdak po swoim aresztowaniu, a i w latach późniejszych konsekwentnie oskarżał Pszona o spowodowanie „wsypy” ludzi z Delegatury.

Początkiem czerwca Pajdak, na noszach, został przewieziony samolotem do Warszawy i oddany do dyspozycji centrali UB. Przeszedł bardzo brutalne śledztwo (przesłuchiwali go mjr Ludwik Serkowski, ppor. Tadeusz Bochenek i por. Roman Laszkiewicz), w wyniku którego omal nie stracił poranionej nogi. W aktach UB zachował się dokument, mówiący że to dzięki zeznaniom, wydobytym od Pajdaka, Bezpieczeństwo wpadło na ślad Doboszyńskiego, w wyniku czego został on aresztowany, osądzony (jako agent hitlerowski - sic!) i stracony 29 sierpnia 1949 r. w więzieniu mokotowskim, a jego kości spoczywają na tzw. Łączce na cmentarzu powązkowskim. Sam Pajdak konsekwentnie temu zaprzeczał do końca życia, wskazując, że Doboszyńskiego wydała zupełnie inna osoba. Nie to było jednak najczarniejszym epizodem w jego życiu.


 

Agent "Niemira"

Datę 20 grudnia 1947 r. nosi poniższe zobowiązanie: „Ja, Pajdak Marian zobowiązuję się współpracować z organami Bezpieczeństwa Publicznego sumiennie i rzetelnie wykonując zlecenia Władz Zwierzchnich. Będę podawał tylko prawdziwe informacje i nie będę nigdy usiłował wprowadzić Władze w błąd przez podanie dezinformujących materiałów lub utajenie znanych mi faktów. Zobowiązuję się zachować na zawsze w ścisłej tajemnicy fakt swojej współpracy z organami Bezpieczeństwa jak również wszystko to co mi będzie wiadomym z tego tytułu. Wiem że za niedopełnienie niniejszego zobowiązania w całej jego rozciągłości lub też części zostanę surowo ukarany według obowiązujących przepisów karnych jako zdrajca interesów swojego narodu. Posługiwać się będę pseudonimem „Niemira”. Poniżej figuruje jego własnoręczny podpis.

Zdrada i podłość przeplatają się z heroizmem i wielkodusznością. Zdradzano (i zdradza się nadal) z chciwości, dla władzy, z innych, czasem bardzo przyziemnych przyczyn. Jednak w historii zdrady i zaprzaństwa okres tuż powojenny musi mieć swój własny rozdział. Przed UB „pękali” ludzie, którzy wytrzymywali śledztwa w kazamatach gestapo, bezpiece donosili ci, którzy w czasie wojny wykazywali się bezgraniczną odwagą, nawet w obliczu śmierci. Dlaczego? Nie ma jednej, łatwej odpowiedzi. Tak samo nie doszukamy się jej w tym konkretnym przypadku. Zapewne była to próba ratowania życia, rozpaczliwa i nie dająca gwarancji, o czym później. Sam zainteresowany też nam o tym nie powie, bo już nie żyje. Zabrał swą tajemnicę do grobu. Zachowało się kilkaset stron jego donosów. Zapisanych drobnym, odręcznym pismem. „Niemira” był agentem celnym, tzn. takim, który donosił na innych współwięźniów, osadzonych razem z nim w tej samej celi. Donosił na ludzi podejrzewanych o współpracę z zachodnimi wywiadami, na osoby aresztowane w sprawach o malwersacje finansowe, na takiego samego, jak on kuriera rządu emigracyjnego - Jana Kaima, na płka Juliana Skokowskiego ps. „Skała”, który miał swój udział w dotarciu Rosjan do gen. Okulickiego, czego konsekwencją było aresztowanie „szesnastu” i proces moskiewski, jednak szczególną uwagę zwracają donosy na dwóch ludzi: kpt. Ludwika Kubika i majora Mieczysława Kawalca. Obaj byli związani z IV Zarządem Głównym Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość”, kierowanym przez płka. Łukasza Cieplińskiego, zarządem najbardziej tragicznym, gdyż większa część jego kierownictwa została wymordowana przez komunistów. Na ile przyczyniły się do tego donosy „Niemiry”, opisujące zachowanie i wypowiedzi ludzi, którzy byli poddawani niewyobrażalnym torturom i możliwość zamienienia ze współwięźniami choćby kilku słów było dla nich (jakże złudną) odskocznią od ponurej rzeczywistości? Tego też już się pewnie nie dowiemy… Donos na Ludwika Kubika ps. „Lucjan”, kierownika wydziału organizacyjnego IV Zarządu WiN z 16 lutego 1948 r.: „Uważa (Kubik - przyp. I.S.) że działalność „Winu” jest zakończona. Skonało podziemie. Jednakowoż patrząc na swą działalność z perspektywy twierdzi, że oni jedynie tj. ostatnia Komenda Winu wykazywała aktywność. Dzięki ich działalności otrzymali anglosasi materiały, które otworzyć im mogą oczy jakie niebezpieczeństwo grozi ludzkości ze strony komunizmu. Jeśli Ameryka wcześniej „uderzy” ZSRR to pewną zasługę będziemy mieć w tym i my”.

Szczególnie dramatyczną wymowę mają donosy na majora Mieczysława Kawalca ps. „Iza”. Kawalec od października 1945 r. pełnił funkcję kierownika wydziału informacji i propagandy Zarządu Głównego WiN. Po aresztowaniu Cieplińskiego i majora Adama Lazarowicza pełnił krótko obowiązki prezesa Zarządu Głównego WiN. Donos z 20 kwietnia 1948: „Zapytał mnie por. Laszkiewicz ilu PPRowców zastrzeliliśmy. Powiedziałem mu było około 30 wyroków ale konfidentów. Chociaż mogliśmy robić akcje odwetu za wasze postepowanie w więzieniach. Nic na to nie odpowiedział. Oni wiedzą, jakiej wagi materiały kompromitujące mamy w swych rękach. Metody postepowania ub w rzeszowskim a szczególnie w tarnowskim sprawiły, że prowadziliśmy działalność. Oni to dobrze wiedzą. Teraz wychodzimy na pachołków Anglosasów. Dobrze że wojna zapozna społeczeństwo anglosaskie i w ogóle zachodnie, co to jest bolszewizm. Walce ten przejdzie po nich. Wtedy oni zrozumieją nas. Win w Polsce schodzi ostatni z placu boju. Po przegranej ostatecznie wojnie przez Związek Radz. przyszły ustrój świata da Polsce możliwość oddechu. Wcześniej jednak niech ta lawa przejdzie przez niemcy, anglię i francję. Zrozumią należycie naszą akcję. Akcję trzymania duszy polskiej i ostrzegania świata przed grożącym mu zalewem ze wschodu”. Donos z 26 kwietnia 1948: „Gdy był por. Kędziora ten najdokładniej wyłuskał detale. Teraz powraca do tego referent i niecierpliwie wymaga ode mnie, żebym pamiętał szczególiki z 1946 r. Chodziło mu o Krakowskie archiwum (archiwum II Komendy WIN płka. Niepokólczyckiego, założone z polecenia Jana Kota – przyp. I.S.). Odnoszę wrażenie że nie sprawdzili dokładnie tego u mnie i doczepili się tej kobiety. Słyszałem jęki. Początkowo myślałem, że to „Barbara”, ale teraz uważam, że to ta druga. Najgorzej mieć referenta, który zamiast odczekać i sprawdzić berze się do bicia. Tego drugiego zainteresowanego zdaje się przesłuchują w celi 76. Tam wylatywał mój referent i przychodził zdeszany. Prosiłem go aby jeśli mu się jakieś szczegóły niezgadzają a ja ich nie pamiętam pozwolił mi się zastanowić. Powiedział mi ref., że przywiązują dużą wagę do szczegółów bo z nich normalnie wychodzą i wiążą się nowe kwestie.


 

Gdyby ktoś odchodził z celi i spotkał kogokolwiek z „Winu” niech im powie by najdokładniej podał w śledztwie wszystko. Szkoda nadstawiać plec niepotrzebnie. I tak zeszliśmy ostatni z placu boju. Ostatnia Polska podziemna. Jeśli prawdą jest, że utworzyła się po nas nowa komenda „Winu” to albo komórka amerykańskiego wywiadu albo prowokacyjna robota Bezpieczeństwa. Myśmy byli ostatnią grupą polityczną”. Prorocze okazały się ostatnie słowa majora. Utworzona na początku 1948 r. kolejna, tzw. V komenda WiN, od początku do końca była prowokacją UB.
Czasami w rozmowach Kawalca z Pajdakiem przewijały się wątki bocheńskie. Oto jeden z nich. Donos z 25 maja 1948: „Byłem w 1946 r. przed samym referendum u Żarka w Bochni. Z nim rozmawiałem w towarzystwie jakiegoś byłego wachmistrza bocheńskich koszar i był tam również trzeci młody około 28 lat człowiek. Żarek wysłuchawszy całej mojej prelekcji zgodził się rozprowadzić ulotki nasze w szeregach PPS. Mówił, że go zapraszają do CKW lecz na to nie reflektuje (…) W rozmowie tej „Izy” z Żarkiem brał udział emeryt. Wachmistrz bocheńskich taborów, który przez okres wojny był szefem policji w delegaturze powiatowej, a po wyzwoleniu nadal działał jako najbliższy współpracownik Żarka w PPS. 100% londyńczyk (zwolennik rządu emigracyjnego z siedzibą w Londynie – przyp. mój. I.S.) Nazywa się Włosek. Nazwiska jego „Iza” nie zna”. I dalej w donosie z tego samego dnia: „W ostatnich zeznaniach celowo podkreśliłem momenty propagandy naszej i szkolenia ideowego. Jest mi to potrzebne dla utrzymania, że nie jesteśmy grupą szpiegów, ale grupą polityczną dla której taktyki był wywiad potrzebny. Moje te zeznania sprzeciwiają się opinii P. Pułk. Różańskiego, który mi na wstępie powiedział „wszystko zawieszone było, propaganda itd., a szedł tylko wywiad”. Ostatni donos „Niemiry” nosi datę 2 listopada 1948 r. Mieczysław Kawalec wraz z sześcioma innymi kolegami został skazany na karę śmierci i zginął wraz z całą komendą WiN 1 marca 1951 r. Kubik w tym samym procesie został skazany na dożywocie.

Sama rozprawa Pajdaka (a także Pszona, Masłowskiego, Gałki, Lessera oraz Józefa Łukaszewicza – kierownika komórki legalizacyjnej Delegatury) toczyła się przed Wojskowym Sądem Rejonowym w Warszawie w październiku 1948 r. Przewodniczył jej mjr Mieczysław Widaj. Według późniejszych relacji Pajdaka była to parodia procesu, gdyż oskarżeni zostali pozbawieni prawa do adwokatów, a sama rozprawa (dokładniej – odczytanie wyroku) odbywała się nie na sali sądowej lecz w celi (tzw. proces „kiblowy”). Sam Pajdak został oskarżony o przynależność do reakcyjnych nielegalnych związków i ugrupowań, uczestniczenie w konspiracyjnych pracach grupy osób organizujących się wokół Adama Doboszyńskiego i usiłowanie zmiany przemocą ustroju Państwa Polskiego. 28 października otrzymał łączną karę śmierci, pozbawienia praw publicznych na zawsze i przepadek mienia. Wyroki śmierci otrzymali też Pszon i Gałka, Lessera i Masłowskiego skazano na 15 lat więzienia, a Józefa Łukaszewicza na dożywocie. Wydawać by się mogło, że władze okrutnie zakpiły z Pajdaka, łudząc go zapewnieniami, że jego praca agenturalna ocali mu życie. Dalsze jednak wydarzenia wskazują, że „coś było na rzeczy”. Otóż 19 kwietnia 1950 r. Bierut skorzystał z prawa łaski i zamienił mu karę śmierci na dożywocie. Wyrok odbywał w więzieniach w Bydgoszczy, Strzelcach Opolskich, Koronowie i Wronkach. W tym ostatnim przebywał od 17 grudnia 1952 r. do 30 października 1956 r. Tu zastała go amnestia z 1952 r., która skróciła mu wyrok do 12 lat więzienia oraz wydarzenia „polskiego października 1956”, otwierające drogę na wolność dziesiątkom tysięcy takim jak on „wrogów ludu”. Wcześniej jednak kierownictwo więzienia we Wronkach charakteryzuje Pajdaka, że jest więźniem wysoce niezdyscyplinowanym, złośliwie i wulgarnie szkalującym ustrój Polski Ludowej, manifestującym otwarcie swoje reakcyjne poglądy. W więzieniu we Wronkach był izolowany, gdyż oddziaływał ujemnie na innych więźniów. Oceniano go jako jednostkę zdolną do podjęcia wrogiej działalności.


 

Znowu na wolności, znowu inwigilowany

30 listopada 1956 r. otworzyły się przed nim bramy więzienia we Wronkach – został urlopowany ze względów zdrowotnych na 6 miesięcy. Powrócił do Bochni i zamieszkał u siostry przy ul. Proszowskiej. W lutym 1957 r. Najwyższy Sąd Wojskowy zaocznie uwolnił go od dalszego odbywania kary, uchylając wyrok z 1949 r., skazując go na 13 lat i 8 miesięcy, w wyniku amnestii karę pomniejszając do 8 lat i 8 miesięcy więzienia. Ponieważ łącznie odsiedział 9 lat i 7 miesięcy, karę więzienia mu darowano.

Dość szybko przypomniał o sobie organom bezpieczeństwa (teraz już SB) gdy w grudniu 1956 r. wysłał na adres krakowskiej bezpieki pocztówkę, prosząc o dane personalne i adresy byłych pracowników WUBP, przesłuchujących go w śledztwie w 1948 r., gdyż „będą mu potrzebne dla ustalenia przyczyn jego 10-letniego więzienia”. Reakcja była natychmiastowa: 9 lutego 1957 r. referat SB Komendy Powiatowej MO w Bochni założył na Pajdaka sprawę ewidencyjno-obserwacyjną. Otoczony go szerokim łańcuchem konfidentów (co najmniej 12 osób, często byłych kolegów z podziemia, przewerbowanych później przez bezpiekę). Nic sobie z tego nie robiąc Pajdak rozpoczął niezwykle energiczną akcję niesienia pomocy, głównie materialnej, innym wychodzącym z więzień kolegom, głównie z NOW. Zdołał nawiązać kontakty z byłymi działaczami endeckimi w kraju i zagranicą (prezes SN Tadeusz Bielecki, Jan Bielatowicz, Władysław Piotrowski, Zbigniew Stypułkowski). Proponował im utworzenie Komitetu Niesienia Pomocy Osadzonym w Więzieniach oraz wdowom i sierotom po skazanych. Na adres chicagowskiego „Dziennika Związkowego”, redagowanego przez byłego kierownika śląskiej delegatury Władysława Piotrowskiego, wysłał kilka listów, w których opisywał sytuację, w jakiej znajdowali się uwolnieni działacze podziemia, prosząc o pomoc materialną dla nich. Pajdak apelował, aby pomocy tam zorganizowanej nie przekazywać zbiorowo i drogą oficjalną, by nie została przechwycona przez władze, lecz by wysyłać ją na konkretne adresy, podawane przez siebie. Do akcji zdobywania adresów byłych więźniów zdołał wciągnąć, też świeżo uwolnionych z więzień Gałkę, Lessera i Adama Rembiasza – żołnierza z oddziału dowodzonego przez ks. Gurgacza. Nawiązał kontakt z bp. Bolesławem Kominkiem i ks. Stanisławem Kluzem, byłym kapelanem NOW z Bocheńszczyzny, których prosił o pomoc strony kościelnej dla byłych więźniów. Z zagranicy otrzymywał paczki zapomogowe, które rozprowadzał wśród potrzebujących, ponadto prowadził usilne działania w celu zrehabilitowania Adama Doboszyńskiego. Chciał spotkać się z przybyłą do Polski działaczką polonijną z USA Adelą Łagodzińską, lecz SB przejęła jego korespondencję, uniemożliwiając to. Sam, również pozostając bez środków do życia, zamierzał wspólnie z Władysławem Gałką założyć, w oparciu o fundusze działaczy SN na emigracji, prywatne przedsiębiorstwo z dewocjonaliami, z którego dochód przeznaczony byłby na pomoc byłym członkom SN. Tak wysoka aktywność Pajdaka nie pozostała bez reakcji ze strony władz. 23 października 1957 r. w departamencie III MSW w Warszawie została przeprowadzona z nim rozmowa ostrzegawcza. W zasadzie esbecy mieli ułatwione zadanie w postaci jego agenturalnej przeszłości. Bez skrupułów użyto tej broni, grożąc ujawnieniem kompromitujących materiałów. W wyniku rozmowy Pajdak oświadczył, że zaprzestanie jakiejkolwiek działalności politycznej w kierunku organizowania pomocy dla byłych członków SN i zwolnionych z więzień, zaniecha w związku z tym dalszego kontaktowania się w tej sprawie z ludźmi na emigracji i w kraju.

Bardzo wymowny jest fragment stenogramu z tej rozmowy. Wypowiedź prowadzącego ją oficera SB, kpt. Eugeniusza Wieczorka: „My nie chcemy z waszej strony ofiarności, ani nie chcemy żebyście stanęli na mównicy i zaczęli wychwalać nas, albo żebyście zaczęli hymny pochwalne śpiewać na cześć komunizmu i socjalizmu, czy władzy ludowej. Nie chcemy tego, nie chcemy z was robić agitatora (…) Siedźcie cicho na d… i koniec. Szukajcie sobie możliwości osobistego wyżycia się, powiedzmy niech będzie w figurkach, niech będzie w robieniu dzieci, niech będzie w ogródku, niech będzie w łowieniu ryb, niech to będzie w czymkolwiek innym. Tyle jest pięknej literatury, czytajcie… Lubicie czytać (…) Nie mam nic przeciwko temu, żebyście sobie nawet robili notatki, żebyście zostawili dla potomności. Róbcie te rzeczy, które nie przeszkadzają, które nie narażają”. Po wycofaniu się z akcji pomocy więźniom rolę Pajdaka przejął Adam Rembiasz.


 

29 kwietnia 1957 r. Pajdak pojął za żonę Genowefę Greniuch, pracownicę apteki w Bochni, a wcześniej łączniczkę z oddziału partyzanckiego "Pogrom". Sam, nie mogąc znaleźć zatrudnienia, w sierpniu 1957 r. wyjechał wraz z żoną do Szprotawy, gdzie prowadzili wspólnie aptekę. W sierpniu 1958 r. Pajdakowie przybyli do Bielawy celem objęcia kolejnej apteki. 23 sierpnia 1959 r. jako podejrzany o przyjmowanie recept, wystawianych na fałszywe nazwiska, a następnie wykupywanie i sprzedaż z zyskiem na wolnym rynku, został aresztowany przez prokuraturę w Dzierżoniowie i umieszczony w areszcie śledczym. Okres jego pobytu w areszcie wiąże się, choć tylko pośrednio, z kolejnym wielkim nazwiskiem w najnowszej historii Polski – Bolesławem Piaseckim. Ten przedwojenny polski narodowiec, stający o wiele bardziej na prawo od Doboszyńskiego, czasami nazywany wręcz faszystą, zdołał zrobić po wojnie oszałamiającą karierę. Aresztowany przez NKWD, w jakiś tylko sobie znany sposób zdołał przekonać przesłuchującego go gen. Iwana Sierowa, że może być dla komunistów pożyteczny. Stał się „katolikiem koncesjonowanym”.

W oparciu o tygodnik „Dziś i juto”, a zwłaszcza stowarzyszanie PAX, prowadził robotę rozbijacką w stosunku do Kościoła. 22 stycznia 1957 r. został uprowadzony jego 15-letni syn Bohdan, uczeń warszawskiego Liceum św. Augustyna i tego dnia zamordowany. Dopiero 8 grudnia 1958 r. odnaleziono jego zwłoki. Jaki ma to związek z Pajdakiem? W czasie jego pobytu w więzieniu w Dzierżoniowie do władz śledczych zgłosił się współwięzień (inny agent celny? – tego nie wiadomo), który oświadczył, że Pajdak miał mu się zwierzyć, iż to na jego polecenie ludzie z Wrocławia uprowadzili i zabili syna Piaseckiego. Miało to być zemstą na ojcu na jego walkę i rozbijanie Kościoła. SB bardzo dokładnie sprawdzała ten watek (zajmował się tym m.in. por. Marian Strużyński), jednak pomimo wielu wykonanych czynności, jak np. porównanie próbek charakteru pisma porywaczy z próbkami pisma Pajdaka, w żaden sposób nie udało się powiązać go z tą sprawą. Zatem do dzisiaj nie wiemy, kto konfabulował – Pajdak czy donoszący na niego więzień? 22 października 1959 r. na żądanie prokuratury wojewódzkiej we Wrocławiu został zwolniony z aresztu. Kolejne miesiące to nieustanny okres podróży po Polsce w poszukiwaniu lepszej pracy. Na początku 1960 r. wraz z żoną objął kierowanie apteką w Zawichoście, jednak już w marcu oboje opuścili Zawichost i wrócili do Bochni. W kwietniu byli już w Białogardzie.

We wrześniu przenieśli się do miejscowości Dalaszyce, powiat Kielce. W październiku 1961 r. przeprowadzili się do Koszyc, powiat Kazimierza Wlk. Przeprowadzka była spowodowana tym, że Pajdak chciał być jak najbliżej Krakowa, gdzie kontynuował przerwane wojną, a później uwięzieniem, studia. 31 października 1964 r. uzyskał, zaocznie, tytuł magistra prawa na Uniwersytecie Jagiellońskim, a 23 maja 1967 r. przemeldował się do Zakopanego w związku z podjęciem pracy jak radca prawny w Spółdzielni Budowlanej „Podhale”. Pracował tam do emerytury. Ostatnie dokumenty służb specjalnych w jego sprawie noszą datę 1968 r. Miał wtedy 50 lat. Zmarł nagle w Krakowie 10 czerwca 1991r. Pochowany został w grobowcu rodzinnym na cmentarzu przy ul. Orackiej w Bochni.

 

 

 


Bibliografia:


Materiały niepublikowane:
IPN Kr 010/9396 t. 1-5
IPN BU 0259/177 t. 1-14
IPN BU 1023/524 t. 1-2

Materiały publikowane:
Tomasz Jan Biedroń Marian Pajdak (w:) Annales Universitatis Paedagogicae Cracoviensis, Studia de Securitate et Educatione Civili III, folia 144, Kraków 2013, str. 220-235
Paweł Tomasik, Adam Doboszyński – polityk nieokiełznany (w:) Biuletyn IPN Nr 8-9/2007, str. 126-129.