Agent "Niemira"

Datę 20 grudnia 1947 r. nosi poniższe zobowiązanie: „Ja, Pajdak Marian zobowiązuję się współpracować z organami Bezpieczeństwa Publicznego sumiennie i rzetelnie wykonując zlecenia Władz Zwierzchnich. Będę podawał tylko prawdziwe informacje i nie będę nigdy usiłował wprowadzić Władze w błąd przez podanie dezinformujących materiałów lub utajenie znanych mi faktów. Zobowiązuję się zachować na zawsze w ścisłej tajemnicy fakt swojej współpracy z organami Bezpieczeństwa jak również wszystko to co mi będzie wiadomym z tego tytułu. Wiem że za niedopełnienie niniejszego zobowiązania w całej jego rozciągłości lub też części zostanę surowo ukarany według obowiązujących przepisów karnych jako zdrajca interesów swojego narodu. Posługiwać się będę pseudonimem „Niemira”. Poniżej figuruje jego własnoręczny podpis.

Zdrada i podłość przeplatają się z heroizmem i wielkodusznością. Zdradzano (i zdradza się nadal) z chciwości, dla władzy, z innych, czasem bardzo przyziemnych przyczyn. Jednak w historii zdrady i zaprzaństwa okres tuż powojenny musi mieć swój własny rozdział. Przed UB „pękali” ludzie, którzy wytrzymywali śledztwa w kazamatach gestapo, bezpiece donosili ci, którzy w czasie wojny wykazywali się bezgraniczną odwagą, nawet w obliczu śmierci. Dlaczego? Nie ma jednej, łatwej odpowiedzi. Tak samo nie doszukamy się jej w tym konkretnym przypadku. Zapewne była to próba ratowania życia, rozpaczliwa i nie dająca gwarancji, o czym później. Sam zainteresowany też nam o tym nie powie, bo już nie żyje. Zabrał swą tajemnicę do grobu. Zachowało się kilkaset stron jego donosów. Zapisanych drobnym, odręcznym pismem. „Niemira” był agentem celnym, tzn. takim, który donosił na innych współwięźniów, osadzonych razem z nim w tej samej celi. Donosił na ludzi podejrzewanych o współpracę z zachodnimi wywiadami, na osoby aresztowane w sprawach o malwersacje finansowe, na takiego samego, jak on kuriera rządu emigracyjnego - Jana Kaima, na płka Juliana Skokowskiego ps. „Skała”, który miał swój udział w dotarciu Rosjan do gen. Okulickiego, czego konsekwencją było aresztowanie „szesnastu” i proces moskiewski, jednak szczególną uwagę zwracają donosy na dwóch ludzi: kpt. Ludwika Kubika i majora Mieczysława Kawalca. Obaj byli związani z IV Zarządem Głównym Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość”, kierowanym przez płka. Łukasza Cieplińskiego, zarządem najbardziej tragicznym, gdyż większa część jego kierownictwa została wymordowana przez komunistów. Na ile przyczyniły się do tego donosy „Niemiry”, opisujące zachowanie i wypowiedzi ludzi, którzy byli poddawani niewyobrażalnym torturom i możliwość zamienienia ze współwięźniami choćby kilku słów było dla nich (jakże złudną) odskocznią od ponurej rzeczywistości? Tego też już się pewnie nie dowiemy… Donos na Ludwika Kubika ps. „Lucjan”, kierownika wydziału organizacyjnego IV Zarządu WiN z 16 lutego 1948 r.: „Uważa (Kubik - przyp. I.S.) że działalność „Winu” jest zakończona. Skonało podziemie. Jednakowoż patrząc na swą działalność z perspektywy twierdzi, że oni jedynie tj. ostatnia Komenda Winu wykazywała aktywność. Dzięki ich działalności otrzymali anglosasi materiały, które otworzyć im mogą oczy jakie niebezpieczeństwo grozi ludzkości ze strony komunizmu. Jeśli Ameryka wcześniej „uderzy” ZSRR to pewną zasługę będziemy mieć w tym i my”.

Szczególnie dramatyczną wymowę mają donosy na majora Mieczysława Kawalca ps. „Iza”. Kawalec od października 1945 r. pełnił funkcję kierownika wydziału informacji i propagandy Zarządu Głównego WiN. Po aresztowaniu Cieplińskiego i majora Adama Lazarowicza pełnił krótko obowiązki prezesa Zarządu Głównego WiN. Donos z 20 kwietnia 1948: „Zapytał mnie por. Laszkiewicz ilu PPRowców zastrzeliliśmy. Powiedziałem mu było około 30 wyroków ale konfidentów. Chociaż mogliśmy robić akcje odwetu za wasze postepowanie w więzieniach. Nic na to nie odpowiedział. Oni wiedzą, jakiej wagi materiały kompromitujące mamy w swych rękach. Metody postepowania ub w rzeszowskim a szczególnie w tarnowskim sprawiły, że prowadziliśmy działalność. Oni to dobrze wiedzą. Teraz wychodzimy na pachołków Anglosasów. Dobrze że wojna zapozna społeczeństwo anglosaskie i w ogóle zachodnie, co to jest bolszewizm. Walce ten przejdzie po nich. Wtedy oni zrozumieją nas. Win w Polsce schodzi ostatni z placu boju. Po przegranej ostatecznie wojnie przez Związek Radz. przyszły ustrój świata da Polsce możliwość oddechu. Wcześniej jednak niech ta lawa przejdzie przez niemcy, anglię i francję. Zrozumią należycie naszą akcję. Akcję trzymania duszy polskiej i ostrzegania świata przed grożącym mu zalewem ze wschodu”. Donos z 26 kwietnia 1948: „Gdy był por. Kędziora ten najdokładniej wyłuskał detale. Teraz powraca do tego referent i niecierpliwie wymaga ode mnie, żebym pamiętał szczególiki z 1946 r. Chodziło mu o Krakowskie archiwum (archiwum II Komendy WIN płka. Niepokólczyckiego, założone z polecenia Jana Kota – przyp. I.S.). Odnoszę wrażenie że nie sprawdzili dokładnie tego u mnie i doczepili się tej kobiety. Słyszałem jęki. Początkowo myślałem, że to „Barbara”, ale teraz uważam, że to ta druga. Najgorzej mieć referenta, który zamiast odczekać i sprawdzić berze się do bicia. Tego drugiego zainteresowanego zdaje się przesłuchują w celi 76. Tam wylatywał mój referent i przychodził zdeszany. Prosiłem go aby jeśli mu się jakieś szczegóły niezgadzają a ja ich nie pamiętam pozwolił mi się zastanowić. Powiedział mi ref., że przywiązują dużą wagę do szczegółów bo z nich normalnie wychodzą i wiążą się nowe kwestie.

Użytkowników:
13
Artykułów:
64
Odsłon artykułów:
795559
Copyright © 2021 Bocheńscy Żołnierze Wyklęci. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Joomla! jest wolnym oprogramowaniem wydanym na warunkach GNU Powszechnej Licencji Publicznej.