Drukuj
Odsłony: 11470

Jan Kot - bohater "cichego frontu"

„Osk. Kot s. Franciszka winien jest, że w okresie od stycznia 1945 r. do 24 sierpnia 1946 r. w Krakowie brał udział początkowo w charakterze referenta politycznego, a następnie w charakterze kierownika sieci wywiadowczej nielegalnej organizacji D.S.Z. na Kraj; wreszcie usiłujących przy użyciu band leśnych, oraz obcych sił zbrojnych znajdujących się poza granicami Państwa Polskiego, zmienić przemocą demokratyczny ustrój Rz.P., a także usunąć przemocą ustanowione organa naczelne władzy zwierzchniej narodu, oraz zagarnąć tę władzę” – tak brzmi fragment wyroku ogłoszonego w Krakowie 10 września 1947 r. w odniesieniu do człowieka, zapisał jedną z najjaśniejszych kart w historii walki o wolność swego kraju i niezawisłość narodu.

Jan Kot jest jedną z tych postaci, z których słusznie dumne jest nasze miasto. Na tę dumę zapracował solennie. Pochodził ze zwykłej robotniczej rodziny, a wszystko co osiągnął, zawdzięczał na początku determinacji rodziców, a później swojej. Urodził się 28 października 1906 r. w Wygnance przedmieściach Czortkowa, niewielkiego miasta na Podolu, które w tamtym czasie wchodziło w skład monarchii austro-węgierskiej. Jego ojciec Franciszek był, pochodzącym spod Wieliczki, prostym robotnikiem kolejowym, matką zaś Elżbieta z domu Riba. W swoim rodzinnym mieście przebywał do 1924 r. Tam ukończył szkołę powszechną i gimnazjum. Podjął następnie studia na lwowskim Uniwersytecie Jana Kazimierza na wydziale filozoficzno-historycznym, ukończył w czerwcu 1929 r., uzyskując tytuł magistra historii. Tego samego roku powołany został do odbycia czynnej służby wojskowej – najpierw w szkole podchorążych rezerwy w Jagiellońskim, a następnie (ze względu na fenomenalny talent pływacki) przeniesiony został do Krakowa, do batalionu podchorążych rezerwy piechoty. Zwolniony z wojska został we wrześniu 1930 r. i w stopniu podporucznika rezerwy przydzielony do I pułku strzelców podhalańskich.

Okres 1927-1932 to lata największych sukcesów sportowych Jana Kota – w tym czasie był nieprzerwanie mistrzem Polski w pływaniu, a nadto reprezentował Polskę na Igrzyskach Słowiańskich w Pradze. Za swoje wyczyny na polu sportowym został odznaczony Srebrnym Krzyżem Zasługi. Jednakże nie sportowiec Jan Kot jest bohaterem tego artykułu, lecz żołnierz i patriota, dlatego wszyscy chętni do poznania jego niezwykłej kariery sportowej powinni zapoznać się z obfita literaturą na ten temat. Miejscem pierwszej pracy zawodowej Jana Kota stało się gimnazjum w Olkuszu, w którym pracował w charakterze kontraktowego nauczyciela historii w latach 1930-34. W 1933 r. ożenił się z, także nauczycielką, Wiesławą Piesiewicz. Kolejne 5 lat, do wybuchu wojny, spędził w Bochni, w kamienicy przy ul Kazimierza Wlk. 20/12. Związane to było z otrzymaniem przez niego stałego, etatowego, w przeciwieństwie do Olkusza, zatrudnienia w naszym gimnazjum. Uczył w nim historii i przysposobienia wojskowego, był też wykładowcą Towarzystwa Szkoły Ludowej - organizacji zasłużonej dla idei krzewienia nauki na terenach wiejskich, działającej na terenie Galicji i Małopolski już od lat 90-tych XIX wieku – i z tego powodu często wyjeżdżał z prelekcjami i wykładami do podbocheńskich wsi.


Z BOCHNI NA WOJNĘ I DO KONSPIRACJI"

Z końcem sierpnia 1939 r. otrzymał kartę mobilizacyjną do 156 pułku piechoty, z którym, jako dowódca kompanii, poszedł na front. Brał udział w bojach pod Wiśniową, Lubaczowem, Dzikowem i jednej z największych bitew wojny obronnej - pod Tomaszowem Lubelskim. Uniknąwszy niewoli, wraca do Bochni w listopadzie 1939 r. Poszukiwany przez Niemców jako przedwojenny oficer przenosi się do Krakowa. W lutym 1940 r. wstępuje do ZWZ. Najpierw był dowódcą kompanii zgrupowania „Żelbet”, następnie awansował na dowódcę batalionu odcinka Kraków-Zachód. W 1943 r. został przypadkowo aresztowany przez Niemców w łapance ulicznej i umieszczony w obozie w Płaszowie. Miał jednak szczęście, gdyż został z niego zwolniony. Po powrocie z obozu otrzymał przydział do Służby Ochrony Powstania. SOP (później WSOP – Wojskowa Służba Ochrony Powstania) miała w czasie planowanego powstania ogólnokrajowego odciążyć oddziały zbrojne podczas opanowania terenu, oraz po jego opanowaniu od służby ochronnej i wartowniczej, oraz zapewnić porządek i bezpieczeństwo publiczne na obszarze objętym powstaniem. W krakowskim WSOP Kot, używający pseudonimu „Kurek”, pełnił funkcję adiutanta komendanta miasta – Święcha, ps. „Zośka”. W październiku 1944 r. wstąpił do „konspiracji w konspiracji” – został zaprzysiężony jako członek nowej organizacji „Niepodległość”, bardziej znanej pod skrótem „Nie”. „Nie” była kadrową organizacją wojskową, której zadaniem było kontynuowanie walki o niepodległość Polski po wkroczeniu Armii Czerwonej.

Według analityków AK po wkroczeniu Armii Czerwonej na tereny polskie, okupacja naszego kraju mogła potrwać 5-10 lat. Należało zatem przygotować na tę ewentualność ściśle wyselekcjonowaną grupę oficerów, o dużym doświadczeniu bojowym i konspiracyjnym, którzy w momencie nieuchronnego ujawnienia się aktywów AK (akcja „Burza”) będą w stanie dalej poprowadzić walkę o suwerenność Polski. Członków „Nie” dobierano także pod kątem możliwości ich zdekonspirowania przez nowego przeciwnika – czyli NKWD i kontrwywiad wojskowy Smiersz – dlatego o przynależności do nowej organizacji jej członkom nie wolno było mówić nawet najbliższym współpracownikom z AK. Do „Nie” Kot został zwerbowany przez Edwarda Bzymka-Strzałkowskiego ps. „Bazyli” i w ten oto sposób rozpoczął nowy, pełen zaskakujących zwrotów, rozdział w swej pracy niepodległościowej, gdyż prócz pracy dla „Nie” (którą organizował wtedy gen. Emil Fieldorf „Nil”) Bzymek-Strzałkowski był ściśle związany z inną strukturą konspiracyjną – Brygadami Wywiadowczymi.

Brygady Wywiadowcze (w skrócie BW) powstały jeszcze w 1941 r. i wypełniały zadania wywiadu społeczno-politycznego przy komórkach administracji zmilitaryzowanej, formowanej przy komendach okręgów ZWZ-AK. Do Brygad nie trafiali przypadkowi ludzie – ich kadry stanowili przedwojenni „dwójkarze” czyli pracownicy Oddziału II Sztabu Generalnego WP (zajmującego się wywiadem), funkcjonariusze Korpusu Ochrony Pogranicza oraz żołnierze ściśle tajnych struktur przedwojennej armii polskiej, tzw. dywersji pozafrontowej, szkoleni na okoliczność prowadzenia działalności konspiracyjnej w sytuacji zajęcia Polski przez Niemcy. Brygady Wywiadowcze gromadziły dane z zakresu wojskowości, życia politycznego, społecznego i gospodarczego. Oddały wręcz nieocenione usługi na froncie walki z Niemcami. Z chwilą pojawienia się nowego zagrożenia – tym razem ze wschodu - BW przestawiły się na nowy front walki. Już w okresie „Polski Lubelskiej”, czyli latem 1944 r. członkom Brygad Wywiadowczych z tamtego terenu udało się zainstalować swoje „wtyczki” w urzędach bezpieczeństwa publicznego oraz tworzonej przez PKWN administracji rządowej i samorządowej. BW zbierały dane na temat działań UB, MO, KBW, formacji NKWD, pacyfikacji ukraińskich wiosek czy działalności UPA.


W DRUGIEJ KONSPIRACJI

Rzeczą bezdyskusyjną na początku 1945 r było, że z chwilą ruszenia nowej ofensywy Armii Czerwonej (wstrzymanej taktycznie w sierpniu 1944 r., by pozwolić Niemcom utopić we krwi Powstanie Warszawskie) pod kontrolą Stalina znajdzie się już całe terytorium polskie. Dla dowództwa AK (gen. Okulicki) oznaczało to podjęcie dramatycznej, acz nieuniknionej decyzji o rozwiązaniu szeregów tej podziemnej armii (co stało się 19 stycznia) i pozostawieniu setek tysięcy jej członków na lasce i niełasce nowych władców Polski. Dla członków nowej, tzw. „drugiej konspiracji” oznaczało tyle, że odtąd będą robić to samo, co do tej pory, tylko w stosunku do nowego okupanta. Brygady Wywiadowcze nie zostały więc rozwiązane, tylko podporządkowane nowej organizacji konspiracyjnej. Jedno z pierwszych zadań, które na początku 1945 r. otrzymał Kot, polegało na stworzeniu sieci Brygad na terenie powiatu olkuskiego i miechowskiego. Z zadania tego „Janusz” wywiązał się bardzo dobrze, nic więc dziwnego, że „Bazyli” powierzał mu kolejne.

Coraz większy napływ danych z terenu (materiały napływały z dawnych okręgów: rzeszowskiego, śląskiego i krakowskiego AK) spowodował konieczność stworzenia ich archiwum. Zadania tego podjął się właśnie Kot. Wpadł na genialny w swej prostocie pomysł – za miejsce przechowywania konspiracyjnych archiwaliów obrał… archiwum miasta Krakowa. W tym celu w kwietniu 1945 r. wszedł w kontakt z pracownikiem tego archiwum, Henrykiem Műnchem, byłym żołnierzem AK, któremu zaproponował opiekę nad tajnymi dokumentami. Műnch propozycję przyjął bez wahania i z powierzonego zadania wywiązał się doskonale, organizując archiwum w jednym z pomieszczeń budynku przy ul. Siennej, w którym pracował. Materiały wywiadowcze BW leżały więc odtąd w sąsiedztwie innych „legalnych” papierów, a sam „Miśniak” (taki sobie objął pseudonim) nie zdradził się przed kolegami z pracy z tajemnicy drugiego archiwum przez cały czas jego funkcjonowania. W maju zdekonspirowana, wskutek aresztowania szesnastu przywódców Polski Podziemnej (z gen. Okulickim i delegatem Rządu na Kraj, Janem Stanisławem Jankowskim na czele) organizacja „Nie” została rozwiązana i w jej miejsce powołano do życia Delegaturę Sił Zbrojnych (DSZ) pod dowództwem płk. Jana Rzepeckiego. Nowa organizacja przejęła od „Nie” dotychczasowe aktywa, a więc i Brygady Wywiadowcze. Kot awansował dalej i w lipcu lub sierpniu 1945 r. został kierownikiem Biura Studiów Brygad Wywiadowczych przy obszarze południowym DSZ. Na czym polegała jego nowa praca? W największym skrócie można powiedzieć, że został szefem zespołu analityków, którzy opracowywali meldunki wywiadowcze, napływające z terenu, tworzyli z nich comiesięczne raporty i przedstawiali je dowództwu organizacji. Zakres zainteresowań komórki, kierowanej przez Kota, był szeroki. Dotyczyły one trzech podstawowych sfer: zagadnień społeczno-politycznych (te opracowywał sam Kot), dziedziny ekonomicznej (za ich opracowywanie był odpowiedzialny Eugeniusz Ralski, ps. „Biały”, zastępca Bzymka-Strzałkowskiego) natomiast raporty kontrwywiadowcze przygotowywał Paweł Wieczorek-Lewandowski, ps. „Wiktor”.


Przykładowo, w sferze zainteresowań pionu społeczno-politycznego były następujące sprawy: polityka i zamierzenia PPR w stosunku do ogółu społeczeństwa i innych partii tzw. bloku demokratycznego (PPS, SL i SD), sposoby działania propagandy pepeerowskiej, wpływ PPR na obsady stanowisk w administracji cywilnej, stosunek robotników, chłopów i inteligencji do partii komunistycznej i jej satelitów, rozwój ruchu młodzieżowego, harcerstwa, reakcja różnych środowisk na wystąpienia patriotyczne. Wrzesień 1945 r, przynosi kolejną zmianę: zostaje rozwiązana Delegatura Sił Zbrojnych, przez wielu uważana za kontynuatorkę AK, a powołane Zrzeszenie „Wolność i Niezawisłość” (WiN). Wiązało się to z utworzeniem w czerwcu

Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej z byłym premierem rządu londyńskiego Stanisławem Mikołajczykiem jako wicepremierem. Wraz z powstaniem TRJN państwa Zachodu cofnęły uznanie dla emigracyjnego rządu polskiego w Londynie. Kolejnym, zatrważającym opinię publiczną, faktem był kompletnie przemilczane przez Zachód skazanie w Moskwie pod koniec czerwca 16 porwanych przywódców Polski Podziemnej. Przywódcy niepodległościowego podziemia uznali, że jedyną szansą na przywrócenie Polsce niepodległości, a jej obywatelom swobód demokratycznych, jest walka polityczna i zwycięstwo w przewidzianych postanowieniami konferencji jałtańskiej wyborach parlamentarnych – do tego stricte wojskowa DSZ w zupełności się nie nadawała. Na czele Zarządu Głównego WiN stanął ponownie Rzepecki. Wraz z nim przywództwo organizacji objęli inni byli wyżsi dowódcy AK – całkowicie już rozpracowani przez NKWD i UB. Nic więc dziwnego, że zaledwie po dwu miesiącach cały Zarząd Główny znalazł się w rękach bezpieki i przed WiN-em stanęła konieczność powołania nowego Zarządu Głównego. Wybór padł na Franciszka Niepokólczyckiego, prezesa obszaru południowego WiN. Ten przekształcił dowództwo obszaru w nowy Zarząd Główny i tak oto „Janusz” stał się szefem komórki analitycznej najsilniejszej, ocenianej w tym okresie na 30 tys. ludzi organizacji konspiracyjnej w kraju. Nominalnie Kot kierownikiem Biura Studiów przy Zarządzie Głównym WiN został w lutym 1946 r. Charakter jego pracy nie zmienił się. I tak oto skromny instruktor Studium Wychowania Fizycznego UJ (tam pracował oficjalnie od zakończenia wojny), mieszkający przy ul. Zduńskiej 12 w Krakowie, po pracy zmieniał się w szefa kilkusetosobowej siatki wywiadowczej, która w samym Krakwie miała co najmniej 11 lokali konspiracyjnych. Działalność Brygad Wywiadowczych rozszerzona została na obszar Centralny i Zachodni (a więc Mazowsze, Wielkopolskę i Pomorze). Z meldunków, przesyłanych kanałami konspiracyjnymi, jak zwykle tworzono raporty miesięczne (przepisywała je na maszynie zaufana współpracownica - Wanda Kostrzewska), które jednak teraz nie trafiały już tylko na biurko szefa obszaru południowego, ale zasięg ich oddziaływania był nieporównywalnie większy. Raporty Kota otrzymywał m.in. metropolita krakowski kard. Adama Sapieha, prymas Polski kard. August Hlond, wicepremier Stanisław Mikołajczyk i ambasadorzy Belgii i Wielkiej Brytanii. Zadbano też, by otrzymywali je w postaci mikrofilmów: oddział VI Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie i delegatura zagraniczna WiN. Przewożeniem materiałów za granicę zajmowali się specjalni kurierzy.

Począwszy od marca 1946 r. „Janusz” z polecenia Niepokólczyckiego nawiązał ścisłą współpracę z członkami zarządu wojewódzkiego PSL w osobach Karola Buczka (redaktor naczelny pisma PSL „Piast”), Mieczysława Kabata i Stanisława Mierzwy. PSL dostarczano miesięcznik obszaru południowego WiN „Informator”, broszury i ulotki. W zamian za to WiN pozyskiwał np. czasopisma PSL, zawierające teksty skonfiskowane przez cenzurę. Współpraca WiN-u z największą (i w zasadzie jedyną) legalną partią opozycyjną tamtych czasów, aczkolwiek bardzo pożądana przez obie strony, musiała pozostać niejawna ze względu na obawy PSL, by w okresie gorączki przed zaplanowanym na czerwiec referendum ogólnokrajowym nie zostać oskarżonym przez komunistów o kontakty z „reakcją”. Niepodważalną zasługą Kota i jego ludzi było dostarczenie materiałów do opracowania „Memoriału Polskiego Ruchu Oporu do Rady Bezpieczeństwa ONZ”. Dokument formalnie podpisały dwie działające z podziemiu partie polityczne: PPS-WRN i Stronnictwo Narodowe, jednak ich autorem był WiN. „Memoriał” nawiązywał w swej treści do Testamentu Polski Walczącej – dokumentu pozostawionego przez samorozwiązującą się na początku lipca 1945 r. Radę Jedności Narodu, czyli podziemny parlament Polski Walczącej. Podobnie jak „Testament” domagał się całkowitego wycofania z granic Polski Armii Czerwonej oraz „wszelkich jawnych i zakonspirowanych pod różnymi nazwami oddziałów NKWD”. Żądano w nim usunięcia obywateli radzieckich z ministerstw i organów centralnych państwa. Apelowano o zwolnienie i umożliwienie powrotu do kraju Polaków wywiezionych w głąb Rosji, a także o amnestię dla wszystkich więźniów politycznych. „Memoriał” domagał się niedopuszczenia PPR do udziału w planowanych na początek 1947 r. wyborach. Uzasadniano to tym, że PPR była w istocie tworem agenturalnym na usługach Moskwy, pozbawionym mandatu społecznego. Autorzy „Memoriału” domagali się od społeczności międzynarodowej wywarcia na polskich komunistów nacisku na jak najszybsze przeprowadzenie wyborów pod międzynarodową kontrolą. Do Memoriału dołączono 26 załączników.


Zostali oni rozlokowani w powiatach jako Polscy, repatrianci z Rosji. Przeważna cześć pracuje w biurach i fabrykach. Celem ich jest rozpoznanie opozycji, przygotowane czystki w przemyśle i administracji”. Zwracano też uwagę na szkodliwą działalność komunistów pochodzenia żydowskiego. Załącznikiem do „Memoriału” był przechwycony przez WiN tajny referat Jakuba Bermana, człowieka numer 2 w PPR, wygłoszony w kwietniu 1946 r. do Komitetu Żydowskiego: „Jeśli się stwierdzi, że jakiś Polak jest antysemitą, natychmiast go likwidować przy pomocy władz bezpieczeństwa lub bojówek PPR – jako faszystę, nie wyjaśniając organom wykonawczym sedna sprawy.” Berman instruował tez swych współrodaków, by obsadzali ministerstwa spraw zagranicznych, skarbu, przemysłu, handlu zagranicznego, sprawiedliwości. Słowem wszystkie urzędy centralne, by mieć wpływ na życie państwowe. A „w partii siedzieć za plecami Polaków, lecz wszystkim kierować.” „Memoriał” został przetłumaczony na język angielski i za pośrednictwem ambasady belgijskiej w Warszawie przesłany pocztą dyplomatyczną do Belgii. Tam wręczono go ministrowi spraw zagranicznych tego kraju Paulowi H. Spaakowi, który był przewodniczącym pierwszego Zgromadzenia Ogólnego ONZ. Karta ONZ, przyjęta także przez państwa komunistyczne, dopuszczała, że Zgromadzenie Ogólne ONZ może zwrócić uwagę Rady Bezpieczeństwa na sytuacje, które mogłyby zagrażać międzynarodowemu pokojowi i bezpieczeństwu – a za taki stan uważano sytuację wewnętrzną w Polsce. Jednakże delegacje ZSRR i Polski uniemożliwiły nadanie biegu skardze. Jak napisał potem podziemny „Orzeł Biały” – biuletyn WiN-u – „obecny przedstawiciel Polski w Radzie Bezpieczeństwa Żyd Oskar Lange oraz delegat Polski w Norymberdze prok. Kurowski – zupełnie wyraźnie reprezentują interesy Rosji, a nie Polski.”. Innym, osobistym sukcesem Kota, było ostrzeżenie mjra Józefa Kurasia „Ognia” przed planowaną przeciwko niemu dużą akcją pacyfikacyjną UB i KBW w lecie 1946 r. Wywiad WiN-u przechwycił na tyle wcześnie informacje o tych planach, że zdołał wysłać w Gorce umyślnych emisariuszy, którzy dotarli do „Ognia” i przestrzec go przed czyhającym niebezpieczeństwem.

WSYPA

4 sierpnia 1946 r w Łękawicy, małej wsi pod Tarnowem, żołnierze KBW zatrzymali Wiesława Budzika, jednego z członków oddziału Narodowego Zjednoczenia Wojskowego, dowodzonego przez Tadeusza Gajdę ps. „Tarzan”. To z pozoru odległe od opisywanych wyżej spraw wydarzenie zaciążyło mocno na dalszych losach Jana Kota i wielu jego współpracowników z II Zarządu WiN. Oddział „Tarzana” współpracował bowiem z członkami Inspektoratu Tarnowskiego Brygad Wywiadowczych. Zatrzymanego Budzika poddano nieludzkim torturom (powieszonemu za ręce, wykręcone do tyłu, przypalano stopy) dzięki którym w krótkim czasie UB zdobyła dane o tarnowskich działaczach WiN i BW. Już po tygodniu od tego zdarzenia aresztowano czołowych działaczy BW w Tarnowie, Brzesku i Nowym Sączu, Limanowej i Dąbrowie Tarnowskiej.

W ręce UB wpadły zarazem bogate archiwa organizacji. Przesłuchując kolejnych zatrzymanych bezpieka powoli docierała do działaczy WiN-u coraz wyższego szczebla. Jako pierwszy „wpadł” zastępca kierownika wydziału propagandy II Zarządu – Mirosław Kowalski, a zaraz po nim jego szef – Wiktor Langner. W mieszkaniach obu założono „kotły”, Któryś z wymienionej dwójki musiał też wskazać UB adres krakowskiego mieszkania Kota, bo gdy „Janusz” wracał do niego po pracy 24 sierpnia 1946 r. – czekała już tam na niego ubecja… Do pierwszych dni września w więzieniach znalazło się prawie całe dowództwo WiN. Niepokólczycki usiłował zmylić tropy, opuścił Kraków i zaszył się w Śląsku, ale i tam (w Zabrzu) dopadły go łapsy z UB. Było to 22 października 1946 r. Ogółem zatrzymano ponad 730 osób. Zatrzymani rekrutowali się głownie z szeregów WiN, ale nie brakowało też działaczy PSL


różnych szczebli. Śledztwo przeciwko głównym działaczom II Zarządu trwało rok. Archiwa milczą na temat metod, jakich stosowano, by wydobyć z nich jak najwięcej informacji. Nie dowiemy się więc z oficjalnych dokumentów, że Jana Kota, trzymanego z izolatce, odwiedzał osobiście płk. Józef Różański (wł. Józef Goldberg), dyrektor departamentu śledczego MBP, a w przerwach pomiędzy jedną a drugą wizytą owianego ponura sławą wysokiego oficera MBP kopano go po brzuchu, plecach i po głowie, a gdy tracił przytomność nagiego wrzucano na 48 godzin do celi bez pryczy, na betonową posadzkę. Dowiemy się za to, że nawet w katowni ubeckiej Kot potrafił zachować godność i postawę oficera. Nie kajał się, ale rzeczowo wyjaśniał, jakimi założeniami kierował się on sam i cała organizacja, której był członkiem. Oto fragment protokołu przesłuchań (pisownia oryginalna): Pyt.: Więc jaki stosunek wasz był do P.S.L i na jakiej podstawie: Odp.: Stosunek naszej organizacji W.I.N do P.S.L był pozytywny, ponieważ praca w P.S.L była w dużej mierze po myśli naszych dążeń i ten kierunek pracy opieraliśmy na naszej działalności. Dowodem tego było przekazywanie naszych raportów wywiadowczych i materiałów propagandowych do kierownictwa P.S.L-u. Następnie wspólna wymiana zdań była pomiędzy naszymi członkami i P.S.L Pyt.: Oznacza to, że P.S.L idzie po linii W.I.N-u? Odp.: Wzajemna ścisła współpraca pomiędzy P.S.L w org. W.I.N., która uwypukla się w tym, że P.S.L. i organizacje podziemne stoją w negatywnym stosunku do bloku stronnictw demokratycznych. Następnie P.S.L. wspólnie z organizacją W.I.N. dąży do tego, żeby Polskę zupełnie uwolnić wewnętrzne od wpływów sowieckich i reformy społeczne w Polsce przeprowadzić na wzór państwa zachodnich. My winowcy liczyliśmy na to, ze wybuchnie zbrojny konflikt pomiędzy Anglosasami i sowietami, gdzie polacy staną po stronie bloku anglosaskiego(…) Pytanie: Opowiedzcie szczegółowo cel i metody pracy, propagandy wywiadu i kontrwywiadu? Odpowiedź: Propaganda nasze siatki wywiadu była prowadzona przez kolportaż ulotek, różnych pism antypaństwowych, broszur i t.p, oraz systemem propagandy szeptowej. Propaganda naszej siatki była prowadzona wśród każdej warstwy społeczeństwa, która miała na celu dekonspirowanie właściwych zamiarów przeciwnika t.zn. /Rządu jedności Narodowej/ odnośnie całego społeczeństwa polskiego, poszczególnych stronnictw politycznych i klas społecznych. Przez dawanie właściwego naświetlenia poszczególnym zagadnieniom i wskazywanie dróg, którymi dążyć należy. Ja osobiście w propagandzie nie pracowałem i tych metod pracy propagandowej w szczegółach nie znam, ale jeżeli chodzi o ogólny kierunek to propaganda naszej siatki wywiadu była prowadzona takim sposobem jak podałem powyżej. Głównym celem propagandy było uświadomienie społeczeństwa polskiego, żeby nie dać się za wszelką cenę skomunizować przez obecne czynniki rządzące, które zmierzają tylko w tym kierunku. Dążyć i wpajać w społeczeństwo utrzymania się w dalszym ciągu pry boku Aliantów, przy kulturze i ustroju na wzór zachodni, a nie wschodni, który z góry nam się dzisiaj narzuca. Szerzyć i przekonywać społeczeństwo, że Anglia nie dopuści do tego, żeby Polska była komunistyczna(…)”

PROCES

11 sierpnia 1947 r. w Krakowie, na terenie więzienia św. Michała (obecnie Muzeum Archeologiczne) rozpoczął się proces Niepokólczyckiego, Kota, Mierzwy i 14 innych działaczy WiN i PSL. Proces krakowski został zaliczony do procesów pokazowych okresu stalinowskiego, gdyż „wina” i kara podsądnych została ustalona zupełnie w innym miejscu i bynajmniej nie przez skład sądowy. Proces miał służyć skompromitowaniu podziemia niepodległościowego i wykazaniu związków PSL z podziemiem. W przyszłości miał być pretekstem do nasilenia ataków na ludowców i ich prezesa Mikołajczyka. Działaczy WiN oskarżano głównie o prowadzenie działalności wywiadowczej na rzecz obcych mocarstw oraz terroryzowanie członków PPR. Natomiast PSL-owcom zarzucano świadomą współpracę z nielegalnym podziemiem. Ne brakowało też absurdalnych zarzutów, jak współpraca WiN-u z UPA, czy rzekome wcześniejsze kontakty z gestapo poszczególnych jego działaczy. Proces był szeroko komentowany w ówczesne prasie i radio – chodziło o wytworzenie atmosfery potępienia w stosunku do oskarżonych oraz zastraszenie tych, którzy dalej przebywali na wolności i knuli przeciw władzy… 10 września 1947 r. Wojskowy Sąd Rejonowy pod przewodnictwem ppłka Romualda Klimowieckiego wydał werdykt: 8 wyroków śmierci dla Niepokólczyckiego, Alojzego Kaczmarczyka, Józefa Ostafina, Waleriana Tumanowicza, Edwarda Bzymka-


Strzałkowskiego, Jana Kota, Eugeniusza Ralskiego i Wiktora Langnera. Na karę dożywocia skazano Mirosława Kowalskiego, na 15 lat Karola Buczka i Henryka Müncha, na 10 – Stanisława Mierzwę, Karola Starmacha oraz Stefana Ralskiego. Na 6 lat więzienia skazano Mieczysława Kabata, a na 5 lat – Tadeusza Wilczyńskiego. Jerzego Kunce uniewinniono. Tak wysokie kary zszokowały opinię publiczną. Rodziny skazanych na śmierć i ich adwokaci podjęli ostatnią próbę uratowania im życia poprzez akt łaski, który mógł zastosować jedynie Bolesław Bierut. Udało się to częściowo: Bierut zamienił Niepokólczyckiemu,

Ralskiemu, Kotowi oraz Langnerowi karę śmierci na dożywotnie więzienie, a Bzymkowi-Strzałkowskiemu na 15 lat więzienia. Kaczmarczyk, Ostafin i Tumanowicz takiego szczęścia nie mieli i zostali zastrzeleni w więzieniu Montelupich w Krakowie 13 listopada 1947 r. Jan Kot swą karę dożywocia odbywał najpierw w więzieniu w Montelupich, a później we Wronkach. Z tego ostatniego zachował się zapisek, jakże celnie charakteryzujący jego postawę: „zachowuje się niepoprawnie, cechuje go wrogość do Polski Ludowej, z tego powodu został odizolowany od reszty więźniów.”


NA WOLNOŚCI

Bohater naszej opowieści spędził w więzieniach łącznie blisko 11 lat. Gdy nadszedł „polski październik” 1956 r. wydawało się, że kres jego kary wreszcie nadszedł. Tak się jednak nie stało. Nie pomogła nawet petycja społeczeństwa Bochni, w której domagano się uwolnienia jego, innego działacza WiN-u z Bochni – Feliksa Kornasia oraz Zbigniewa Kostańskiego Na wolność (i to warunkowo) wyszedł dopiero w maju 1957 r. Początkowo nie kontaktował się z nikim (trauma więzienna robiła swoje), dopiero pod koniec roku zaczął nawiązywać pierwsze kontakty towarzyszkie (m.in. z dr. Henrykiem Maniakiem i ks. Pączkiem). Doktorowi Maniakowi zawdzięczał powrót do zdrowia (wysłał go m.in. na dwumiesięczną kurację zdrowotną do Krynicy.

Po powrocie z niej rozpoczął starania o znalezienie pracy. Oczywiście droga do zawodu nauczyciela była przed nim zamknięta, dlatego na początku 1958 r. skontaktował się z Feliksem Kornasiem – byłym kierownikiem Rady WiN na Bochnię, który w tym czasie był głównym księgowym w Miejskim Przedsiębiorstwie Remontowo-Budowlanym. Kornaś załatwił wtedy Kotowi stanowisko magazyniera w MPR-B. W sierpniu 1959 r. przy pomocy Kornasia Kot uzyskał awans na

stanowisko zaopatrzeniowca. Czujne oko władz Bliskie relacji Kornasia i Kota nie uszły uwadze władz bezpieczeństwa. Natychmiast przeciw temu drugiemu założono sprawę ewidencji obserwacyjnej – polegać to miało na otoczeniu go wianuszkiem agentów, którzy mieli dojść, czy Kornasia i Kota łączyły tylko stosunki służbowe. Wkrótce agenci SB o pseudonimach „Czarny”, „Sztygar”, „Horn”, „Robert”, „B-17” donosili o dosłownie każdym kroku

Kota, nie tylko w pracy, ale i poza nią. Próbowano też zwerbować do współpracy samego Kornasia, ale ten zdecydowanie odmówił. Podejrzane dla SB zdały się również wyjazdy Kota do Krakowa i Tarnowa, gdzie przebywali byli inni członkowie WiN-u, uwolnieni po 1956 r, z więzień. Obserwacja ta trwała do końca 1960 r., gdy nie stwierdzono, „by figurant ten (czyli w bezpieczniackiej nomenklaturze osoba, przeciwko której założono sprawę operacyjną) prowadził wrogą działalność, względnie by był powiązany z wrogim elementem, dlatego też sprawa ta nie przedstawia wartości operacyjnej”. 1 października 1960 r. Jan Kot rozpoczął pracę w Rejonie Eksploatacji Dróg Publicznych. Pracował w nim na stanowisku kierownika sekcji produkcji materiałów pomocniczych. Nowa praca – i niespodziewanie nowe kłopoty. Pod koniec 1962 r. wybucha tzw. kryzys kubański, związany z umieszczeniem na terenie tego kraju rakiet jądrowych przez ZSRR. Świat stanął wtedy na krawędzi nowej wojny. Nawet tak odległe od naszego kraju wydarzenie spowodowało, że organa bezpieczeństwa rozpoczęły ścisłą kontrolę osób, podejrzewanych o wrogi stosunek do Polski Ludowej. Wśród potencjalnych „wywrotowców” znalazł się ponownie Kot, wobec którego zastosowano działanie operacyjno-sprawdzające, trwające aż do 1967 r. Wtedy ostatecznie dano mu spokój. Miał już 61 lat. W 1972 r. przeszedł na emeryturę. Doczekał wolnej Polski. Zmarł w Bochni 12 lipca 1992 r. i został pochowany na cmentarzu przy ul. Orackiej. Pół roku wcześniej, 17 stycznia 1992 r. Sąd Warszawskiego Okręgu Wojskowego, na wniosek córki Kota, Wandy Wątorskiej, swoim postanowieniem uznał za nieważny wyrok wydany na niego 10 września 1947 r.


Źródła:

Niepublikowane:
IPN Kr 010/ 9374 t. 1-3
IPN Kr 074/199 t. 1-8

Publikowane: