NA WOLNOŚCI

Bohater naszej opowieści spędził w więzieniach łącznie blisko 11 lat. Gdy nadszedł „polski październik” 1956 r. wydawało się, że kres jego kary wreszcie nadszedł. Tak się jednak nie stało. Nie pomogła nawet petycja społeczeństwa Bochni, w której domagano się uwolnienia jego, innego działacza WiN-u z Bochni – Feliksa Kornasia oraz Zbigniewa Kostańskiego Na wolność (i to warunkowo) wyszedł dopiero w maju 1957 r. Początkowo nie kontaktował się z nikim (trauma więzienna robiła swoje), dopiero pod koniec roku zaczął nawiązywać pierwsze kontakty towarzyszkie (m.in. z dr. Henrykiem Maniakiem i ks. Pączkiem). Doktorowi Maniakowi zawdzięczał powrót do zdrowia (wysłał go m.in. na dwumiesięczną kurację zdrowotną do Krynicy.

Po powrocie z niej rozpoczął starania o znalezienie pracy. Oczywiście droga do zawodu nauczyciela była przed nim zamknięta, dlatego na początku 1958 r. skontaktował się z Feliksem Kornasiem – byłym kierownikiem Rady WiN na Bochnię, który w tym czasie był głównym księgowym w Miejskim Przedsiębiorstwie Remontowo-Budowlanym. Kornaś załatwił wtedy Kotowi stanowisko magazyniera w MPR-B. W sierpniu 1959 r. przy pomocy Kornasia Kot uzyskał awans na

stanowisko zaopatrzeniowca. Czujne oko władz Bliskie relacji Kornasia i Kota nie uszły uwadze władz bezpieczeństwa. Natychmiast przeciw temu drugiemu założono sprawę ewidencji obserwacyjnej – polegać to miało na otoczeniu go wianuszkiem agentów, którzy mieli dojść, czy Kornasia i Kota łączyły tylko stosunki służbowe. Wkrótce agenci SB o pseudonimach „Czarny”, „Sztygar”, „Horn”, „Robert”, „B-17” donosili o dosłownie każdym kroku

Kota, nie tylko w pracy, ale i poza nią. Próbowano też zwerbować do współpracy samego Kornasia, ale ten zdecydowanie odmówił. Podejrzane dla SB zdały się również wyjazdy Kota do Krakowa i Tarnowa, gdzie przebywali byli inni członkowie WiN-u, uwolnieni po 1956 r, z więzień. Obserwacja ta trwała do końca 1960 r., gdy nie stwierdzono, „by figurant ten (czyli w bezpieczniackiej nomenklaturze osoba, przeciwko której założono sprawę operacyjną) prowadził wrogą działalność, względnie by był powiązany z wrogim elementem, dlatego też sprawa ta nie przedstawia wartości operacyjnej”. 1 października 1960 r. Jan Kot rozpoczął pracę w Rejonie Eksploatacji Dróg Publicznych. Pracował w nim na stanowisku kierownika sekcji produkcji materiałów pomocniczych. Nowa praca – i niespodziewanie nowe kłopoty. Pod koniec 1962 r. wybucha tzw. kryzys kubański, związany z umieszczeniem na terenie tego kraju rakiet jądrowych przez ZSRR. Świat stanął wtedy na krawędzi nowej wojny. Nawet tak odległe od naszego kraju wydarzenie spowodowało, że organa bezpieczeństwa rozpoczęły ścisłą kontrolę osób, podejrzewanych o wrogi stosunek do Polski Ludowej. Wśród potencjalnych „wywrotowców” znalazł się ponownie Kot, wobec którego zastosowano działanie operacyjno-sprawdzające, trwające aż do 1967 r. Wtedy ostatecznie dano mu spokój. Miał już 61 lat. W 1972 r. przeszedł na emeryturę. Doczekał wolnej Polski. Zmarł w Bochni 12 lipca 1992 r. i został pochowany na cmentarzu przy ul. Orackiej. Pół roku wcześniej, 17 stycznia 1992 r. Sąd Warszawskiego Okręgu Wojskowego, na wniosek córki Kota, Wandy Wątorskiej, swoim postanowieniem uznał za nieważny wyrok wydany na niego 10 września 1947 r.

Użytkowników:
1
Artykułów:
62
Odsłon artykułów:
716579
Copyright © 2019 Bocheńscy Żołnierze Wyklęci. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Joomla! jest wolnym oprogramowaniem wydanym na warunkach GNU Powszechnej Licencji Publicznej.